piątek, 13 czerwca 2014

Rozdział 37



Wróciłam do domu. Nadal byłam otrząśnięta, ale musiałam to wszystko przemyśleć. Kiedy właściwie on z nią to zrobił? Cholera? Kiedy? Pewnie wtedy kiedy z nim zerwałam. Szukał pocieszenia u jakieś puszczalskiej blondyny? Pfff typowe…
Usiadłam na łóżku próbując powstrzymać łzy. Więc Jessica powinna być teraz szczęśliwa z chłopakiem, który naprawdę mnie kochał… Cóż przynajmniej tak twierdził. Trzy razy… czy to „TRZY RAZY” nie powinno dać mi do myślenia? W końcu jaki chłopak tyle razy może kogoś skrzywdzić? No tak… Ross. Tak naprawdę muszę sobie zadać oczywiste pytanie… Co mnie z nim łączy? Od dawna nie są to korepetycje. Właściwie nigdy to nie były korepetycje. Przyszłam do szkoły nowa zupełnie nikogo nie znając, a już pierwszego dnia dostałam za zadania dawać korepetycje tlenionemu bałwanowi. To nie brzmi najlepiej. Ale jakbym miała zdawać relacje z mojego życia komuś nieznajomemu zapewne najwięcej usłyszałby o Ross’ie. W końcu nic ciekawego przez moje życie się nie stało. Zanim nie przeprowadziłam się to Littletown to… to nic. Marny żywot rośliny. Szkoła-dom, szkoła-dom i tak w kółko. Odkąd znam Ross’a …ehh… ciężko mi to przyznać, ale jest lepiej. Obrażał mnie wiele razy – tak to prawda, no ale w sumie tyle razy mnie wspierał… co ja gadam? Znam na wylot tego człowieka i mówię to szczerze. Przypuszczam, że nikt nie poznał go tak dobrze jak ja. Nawet ta jego siostra, która dziwnym trafem nie wygląda na głupią mimo tego, że tak bardzo naśmiewają się z idiotyzmu blondynek.
Zeszłam na dół po schodach wprost do łazienki. Miałam ochotę wziąć prysznic, bo TYM dniu. Niestety nagły dzwonek mi w tym przeszkodził.
Ross? Zazwyczaj kiedy ktoś dzwonił o tej porze to mógł być tylko on.
Poszłam otworzyć drzwi.
- Ciocia? – zapytałam zdziwiona, ponieważ nie spodziewałam się tutaj nikogo innego jak blondyna.
- Witaj słonko. – powiedziała i ucałowała mnie w policzki czego ja bardzo nie lubiłam. No, ale taka jest ciocia Anastazja. Wieczna optymistka… cóż… w sumie jaka ma być mając kochającego męża, furę kasy i przystojnego syna, który jest moim kuzynem… Niestety, ponieważ Christian jest tak przystojny, ze gdyby nie myśl o tym, ze to moja rodzina, tak szczerze wyznam to rzuciłabym się na niego, chociaż to do mnie absolutnie niepodobne.
- Co ty tu robisz?
- Wiesz mam wolne, więc przyjechaliśmy Cię odwiedzić.
- My?
- No wiesz mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałaś droga kuzynko. – krzyknął ktoś u dołu schodów. To Christian. Mój boże. Widziałam go z rok temu, a tyle się zmienił. Ma ciemniejsza karnację, ciemne włosy no i ten wybielany uśmiech. Lubiłam go, ale zawsze był czymś w rodzaju pozera. Wiecie takie nieosiągalne bóstwo. Znaczy dla mnie zawsze będzie nieosiągalny, ale kiedy idziemy przez miasto i wszystkie dziewczyny się na niego patrzą czuję się głupio. Czasami mam ochotę spojrzeć się na te dziewczyny i powiedzieć „on jest mój”, ale z racji, że jesteśmy rodziną wyglądałoby to co najmniej dziwnie. Na szczęście bardzo się lubimy, nie tak jak w tych filmach gdzie tylko udajemy przyjaźń.
- Niestety pamiętam, Chris. – powiedziałam z uśmiechem, po czym zeszłam ze schodów i wpadłam mu w ramiona. – Ciociu? Mama wie, że przyjeżdżasz?
- Tak. Christianie pomóż mi wnieść te walizki. – powiedziała ciocia po czym weszła na hol stukając swoimi obcasami.
- Co tam Chris? – zapytałam, a w odpowiedzi dostałam po oczach blaskiem jego zębów.
- Dobrze. Słuchaj JJ. Wrzucam te walizki i lecimy się przejść.
- Błagam cię nie JJ. JJ to moja przyjaciółka. Jestem Jane. A co do wyjścia to spoko, ale jeśli znów jakieś laski będą Cię podrywać to oberwą od twojej kuzynki. – powiedziałam uderzając pięścią w dłoń.
- Cieszę się, ze mam taką obronę. – powiedział ze skruchą, po czym się roześmiał znów uwalniając swoje białe zęby.
- Dobrze, że się cieszysz. A teraz leć zanieść te walizki.
- Nie pomożesz mi?
- Wiem, że długo się nie widzieliśmy, ale po prawdzie nic się nie zmieniło. – powiedziałam w złośliwym uśmiechu po czym patrzyłam jak Chris męczy się z walizkami. Po jakim czasie dołączyła do mnie ciocia, która również śmiała się ze swojego syna. Po 10 minutach skończył, zszedł po schodach i spojrzał się na mnie wściekły.
- Zapłacisz mi za to. – powiedział po czym zarzucił mnie na plecy i poszedł. Zaczęłam na przemian krzyczeć i śmiać się. W końcu mnie postawił i szliśmy sobie parkiem, w którym przez chwilą siedziała Jessica. Zaczęliśmy gadać o typowych – dla ludzi, którzy nie widzieli się od roku – rzeczach.
- Co powiesz Chris? Ile miałeś dziewczyn kiedy twoja kochana kuzynka Cię nie broniła?
- Cóż miałem z 5…?
- Tak słabo. Mój boże co się z tobą dzieje. Opuszczasz się.
- A może po prostu wydoroślałem. – westchnął.
- Nie, w to nie uwierzę. – dodałam i rozczochrałam mu jego wiecznie idealne włosy. To zadziwiające, że nie używa żadnego żelu i lakierku, żeby mu się trzymały. Nagle zauważyłam zza ścieżki Ross’a, który spacerował sobie szczęśliwie z Celine. Wziełam Chrisa za koszulę i schowaliśmy się za krzakami.
- Ał! Co tu u licha robisz?
- Cii…
- Nie uciszaj mnie. Kogo ty obserwujesz?
- Tego utlenionego blondyna.
- On ci się podoba? – zapytał znów uwalniając swój biały uśmiech.
- Nie. – odpowiedziałam wściekła. – On po prostu…
- Chwilka… - powiedział Chris i wstał.
- Chris co ty robisz? Wracaj tu! – krzyknęłam, ale było już za późno. Chris opuścił naszą kryjówkę.
- Ross! – zawołał do blondyna. – Po co on go woła? Po chwili zobaczyłam jak mój kuzyn razem z Ross’em przybijają piątkę. Podeszłam bliżej – jak jakaś idiotka skryta za krzakami – by podsłuchać o czym gadają. – Stary tak długo Cie nie widziałem. – Jak to długo go nie widział? Skąd on go zna?
 Później zaczęli gadać o tym i o tamtym, wiecie. Z tego co usłyszałam znali się za czasów podstawówki.
- Ej, nie chcesz gdzieś z nami wyjść wieczorem miałem zabrać Celine gdzieś tam na obiad, ale ona nie chce tak sama. Nie wiem dlaczego. - westchnął.
- Będę jak debil siedział koło zakochanych gołąbków. – powiedział poirytowany.
- To weź kogoś. Wiesz nie chcę być sam na sam – spojrzał się na Celine, która teraz siedziała z jakąś dziewczyną i gadała z nią na ławce. – Przynajmniej nie teraz. To po obiedzie. To jak? Możesz wziąć kogo zechcesz - mi to obojętne.
- Przyrzekłem, że mi za to zapłaci. – powiedział ze złośliwym uśmiechem i spojrzał się w stronę krzaków, w których byłam ukryta. – Tak mam kogoś. Jest tu ze mną.
- Kto? – zapytał Ross i zaczął się gorączkowo rozglądać zapewne w poszukiwaniu kogoś kto jest w stylu mojego kuzyna.
- Hej. Jane chodź tu! – krzyknął, a ja zażenowana, chociaż nie miałam najmniejszej ochoty wyszłam zza krzaków. Spojrzałam się Ross’owi w oczy. Mieszało się w nich coś pomiędzy zdziwieniem, zdezorientowaniem, a złością. – To jak? Jutro o 15.00?
- Jasne. – odpowiedzieliśmy równocześnie z Ross’em błądząc pomiędzy myślami, po czym Celine wróciła do Ross’a i razem odeszli. – Jak mogłeś?! - krzyknęłam potrząsając Christianem.
- Mówiłem, że za to zapłacisz. – uśmiechnął się z satysfakcją.

- Teraz ty musisz doczekać się zapłaty. Lepiej dziś nie zamykaj oczu. – powiedziałam ze złością po czym w milczeniu wróciliśmy do domu.


_________________________________________________________________________________

Jeszcze nie wróciłam tak naprawdę, ale w sumie chciałam wam dać taki rozdział :)

środa, 28 maja 2014

Rozdział 36

Nie jest długi, bo nie miałam weniska.

Obudziłam się z rana o mojej stałej godzinie. Podeszłam do szafy, ale w porę z niej zrezygnowałam. Uklękłam przy szufladzie i zaczęłam wybierać jakieś dziewczęce ciuszki. Jane? Co ty robisz? Dlaczego się tak stroisz? No tak przez Ross’a. Chwila… przez kogo? Mój boże co ja wygaduję. Znów skierowałam się w stronę szafy i założyłam na siebie spodnie i jakąś czerwona bluzę. Wyglądałam jak ja.
Zeszłam na dół by zjeść śniadanie. Wzięłam płatki i zaczęłam czytać lekturę, która mam na za 2 tygodnie. Szybko się spakowałam i wyszłam z domu.
Do szkoły doszłam jak zwykle w tym samym tempie co zawsze. Podeszłam do szafek i skierowałam się na matematykę. Usiadłam na moim starym miejscu obok krzesła gdzie powinien siedzieć Ross. Na razie go nie było i jak przypuszczałam pewnie znów się spóźni.
- Umm… przepraszam. – powiedział ktoś za moimi plecami. Była to Celine.
- Tak? O co ci chodzi?
- Umm… to moje miejsce. – powiedziała i wskazała na moje krzesło.
- Siedzę tutaj od początku tego roku w gimnazjum, wiec chyba wiem lepiej gdzie jest moje miejsce. – powiedziałam i spojrzałam się prosto w oczy popielatej.
- Tu siedzi Celine! Nie było Cię miesiąc, więc spadaj. – powiedział Ross, który właśnie wszedł do Sali.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić! Chyba już kiedyś to przerabialiśmy. – powiedziałam ze wściekłością.
- Siadaj Celine. Nie zwracaj na nią uwagi. – dodał po czym namiętnie pocałował blondynkę. Całemu zdarzeniu przypatrywała się klasa. Nie chciałam być jeszcze większym pośmiewiskiem, więc usiadłam w ławce obok. Blondyn spojrzał się na mnie z satysfakcją na co ja odpowiedziałam mu fucker’sem. On jednak nie dał za wygraną i pocałował Celine ostatni raz. Uznałam, ze jest mi to wszystko obojętne, bo nagle wszedł nauczyciel  zaczęła się lekcja. W ogóle się nie zgłaszałam. Po 3 próbach zrezygnowałam, bo owa Celina była po prostu geniuszem. Lekcje minęły szybko i generalnie na przerwach widziałam tylko całującą się idealną parę. Na szczęście szybko się to skończyło. Wyszłam ze szkoły i postanowiłam wybrać się na spacer. Szłam sobie uliczką w parku, kiedy nagle zauważyłam kogoś kogo w ogóle bym się nie spodziewała. To była Jessica. Minęło parę miesięcy i rzeczywiście była w tej ciąży. Wyglądała jakby przed chwilą płakała i to bardzo mocno. Podeszłam do niej.
- Jessica? Wszystko okej? – zapytałam, chociaż nawet nie wiedziałam czy blondynka mnie rozpozna, chociaż w szkole często ze mnie szydziła.
- Kto ty jesteś?
- Jane. Ze szkoły. Często ze mnie żartowałaś.
- A no tak! Teraz Cie pamiętam. Nie… nie dziwi Cię, ze jestem w ciąży? – zapytała nadal szlochając.
- Nie… - usiadłam koło niej. – Od dawna wszystko wiedziałam.
- Naprawdę?
- Tak, ale to nieważne. O co Ci chodzi?
- Wiesz kiedy okazało się, ze to nie Ross jak zapewne też wiedziałaś miał być moim ojcem znaczy tego dziecka to zaczęłam szukać tego prawdziwego. No znalazłam wśród moich chłopaków, bo na imprezach to ja się nie puszczam. Na początku ze mną był, ale… chlip… mnie zostawił… - powiedziała i znów się rozryczała.
- A… masz może jego zdjęcie czy coś? Może będę w stanie coś poradzić?
- Jasne, że mam. – powiedziała i wyciągnęła telefon. Włączyła galerię i wyszukała zdjęcia. Pokazała mi je. Nagle – choć siedziałam na ławce – nogi się pode mną ugięły.

- Przepraszam cię na moment. – powiedziałam i szybko uciekłam z parku. Biegłam przez całe miasto i w ogóle nie zważałam na to, ze brak mi oddechu. – OTWIERAJ!!! – zaczęłam walić w drzwi domu do którego biegłam. Nie był to dom nikogo innego jak Brandona.
- Jane…?
- JAK MOGŁEŚ!? JAK? Wracasz do mnie, bo nie chce Ci się już zajmować Jessicą!
- Jane nie wiem o czym mówisz?
- O twoim dziecku! Twoim i Jessicy! Jak mogłeś ją zostawić?!
- Nie kocham jej tylko Ciebie!
- Ale ona Cię kochała, więc nie możesz jej zostawiać zwłaszcza z dzieckiem. – dodałam kiedy byłam już bliska płaczu.
- Ale…
- Nie, słuchaj mnie teraz. Wrócisz do niej i się nią zajmiesz do końca. Ja wiem, że ją kochasz… tylko… musisz to poczuć. W głębi serca. Błagam Cię wróć do niej. A ja. O mnie najlepiej zapomnij. – powiedziałam i spojrzałam mu się w oczy.
- Ale Jane… ja Ciebie kocham.

- Skoro tak bardzo mnie kochasz, to zrób to co powiedziałam jasne? – zapytałam, a Brandon pokiwał głową. Wyszłam z jego mieszkania. Szłam ścieżką coraz bardziej płacząc. Po chwili usiadłam przy jakim płocie i się totalnie rozkleiłam. Moja pierś drżała , a ja się cała trzęsłam. Dlaczego? Cholera! Dlaczego wszyscy, którzy byli ważni będą teraz tak obcy, ponieważ znaleźli w życiu to co chcieli, a ja zostałam z niczym!

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 35



Lekcje minęły spokojnie. Zbyt spokojnie. Ross nikomu nie pyskował. Co więcej – kujonów, których zwykle męczył podczas długiej przerwy – teraz zostawił ich w spokoju i nawet na nich nie patrzył. Może rzeczywiście się zmienił? Widocznie znalazł prawdziwą miłość skoro udało jej się odciągnąć go od starych nawyków. W sumie co ja mam do tej dziewczyny, ze od tak jej nienawidzę? W sumie nie jest taka zła. Poza tym wzięła na mnie obowiązek korepetycji i już nie muszę douczać tego półgłówka, czyli właściwie mam wolne do końca roku. Mam czas dla siebie! Tak… tylko co ja mam robić? Wrócić do tego co robiłam czyli… do niczego. Wracam, do domu, odrabiam lekcje, idę się myć i spać. Ale zawsze mogę sobie znaleźć jakieś hobby.
Wyciągnęłam wszystkie potrzebne rzeczy z szafki i udałam się w stronę wyjścia. Szłam ulicą prosto do domu zastanawiając się co zrobić ze swoim życiem. Tak w sumie dzięki Ross’owi ono było takie jakby ciekawsze, a teraz w sumie nie ma co.
Nagle na drodze zauważyłam kogoś, kto był chyba ostatnią osobą jaką chciałabym zobaczyć. Brandon! Szedł w moją stronę. Był rozluźniony i wyglądał jakby mnie szukał od dłuższego czasu.
- Jane! – krzyknął i pomachał do mnie. Co zrobić? Uciec. Zostać. Cholera jak w jakimś filmie. Postanowiłam jednak zostać z racji tego, ze byłam obojętna temu wszystkiemu.
- Czego chcesz?
- Pogadać z tobą. – powiedział pełen nadziei.
- No tak. Ale o czym? – zapytałam z irytacją.
- Daj mi tę ostatnią szansę.
- Wiesz co. Dlaczego niby ja miałabym… - ale urwałam, bo zobaczyłam jak Ross i ta Norweżka idą ulicą przytuleni do siebie cały czas się śmiejąc. Nagle Ross spojrzał na mnie chyba po raz pierwszy odkąd wróciłam. Chciałam żeby poczuł to co ja w szkole. Mimowolnie pod wpływem chwili stanęłam na palcach, złapałam Brandona za koszulę i wpoiłam się w jego usta. Lekko na tyle ile mogłam spojrzałam na Ross’a. Stanął jak wryty. Był zszokowany.
- Ross stało się coś? – zapytała Norweżka. Ross jeszcze chwilę na nas patrzył po czym się ocknął.
- Nie, nie Celine. Odprowadzę Cię do domu. – powiedział, po czym zabrał Norweżkę- ową Celine do domu, nadal nie odrywając ode mnie wzroku. Kiedy już straciłam go z oczu oderwałam się od Brandona.
- Czyli my?
- Tak.  – szybko odpowiedziałam. – Ale to jest ostatnia szansa. A teraz musisz iść do domu, bo… bo nam dużo zadali. – skłamałam. Tak naprawdę to nic nam nie zadali, ale nie chciałam teraz odbywać jakiś poważniejszych rozmów, kiedy byłam w stanie euforii. Ross mnie widział.
Wróciłam do domu, usiadłam na kanapie z paczką kwaśnych żelek i zaczęłam oglądać jakiś serial. Nie był zbyt ciekawy, ale dla mnie w sam raz. Nagle usłyszałam walenie w drzwi. Zaciekawiona poszłam otworzyć.
- Ross?!...
- Co Ci do cholery odwala? Co ty ze sobą robisz?
- Cześć Ciebie też miło widzieć po miesiącu… - powiedziałam z sarkazmem.
- Co ty odwalasz? Czemu znowu jesteś z nim? – blondyn krzyczał w niebo głosy.
- Wiesz… to moje życie i nie wchodź mi do niego z butami! Dałam mu ostatnią szansę!
- Po raz kolejny!
- Nieprawda! Zresztą co ty tu robisz? Nie musisz przypadkowo się zająć swoją nowa dziewczyną Celine? – krzyknęłam z niepohamowaną złością.
- Ona mi udziela korepetycji!... Zresztą… Co ty do niej masz?! Chwila…
- Co? – zapytałam, bo nie miałam pojęcia o czym blondyn myśli.
- Czy ty jesteś zazdrosna? – zapytał blondyn z uśmiechem.
- Nie…!
- Doprawdy? A tak wyglądasz. A wiesz co? Celine jest nie dość, ze seksowna to jeszcze mądra. Tego szukałem. Jesteśmy razem to prawda od jakiś 2 tygodni. Nie ma potrzeby żebyś dawała mi te korki. – powiedział z irytującą satysfakcją w głosie. Nienawidziłam tego tonu. Taki ton zawsze podpuszczał do zrobienia czegoś głupiego. I tak się stało. Cała rozwścieczona podeszłam do Ross’a. Blondyn wyglądał na zszokowanego kiedy złapałam go za koszulkę i rzuciłam na kanapę. Patrzył się na mnie jak na opętaną.
- Taka cudowna, tak? A „TAK” potrafi? – powiedziałam i delikatnie zbliżyłam się do blondyna, po czym go pocałowałam. Co ja robię? Właśnie mu udowadniam, że jestem zazdrosna. Ugrh! To wszystko przez ten ton. Kiedy skończyłam go całować blondyn miał na sobie ten sam uśmieszek co przed chwilą. – Czego się tak szczerzysz?
- Bo właśnie pokazałaś jak bardzo jesteś zazdrosna.
- To nieprawda. – broniłam się.
- Ah tak? Właśnie podeszłaś do mnie i rzuciłaś mnie na kanapę po czym zrobiłaś „tak”- powiedział i tym razem on mnie pocałował. Nie chciał przestać za to tym razem ja bardzo chciałam przerwać już tą scenkę. W końcu się ode mnie oderwał. Zaśmiałam się.
- Co my robimy? – zapytałam.
- Nie wiem. Całujemy się ze sobą, kiedy ja ma dziewczynę, a ty chłopaka. – stwierdził. – To wiesz co ja już pójdę. – powiedział skrępowany po czym wstał i wyszedł.

Co to było? Co my właśnie zrobiliśmy? Całowaliśmy się po raz pierwszy nie z nienawiści. Tym razem z zazdrości. Ale całowanie się z zazdrości jest skutkiem tylko jednego powodu. My się… nie… nie… nie…

_________________________________________________________________________________

Jezu... taki słaby, ale serio nie lubię tego rozdziału.
Pamiętajmy o dniu matki Jutro!!!!!!!!!!!!!

czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 34


Powróciłam. Zmieniłam się i to bardzo. Seminarium to nie było coś czym miało być, ale było całkiem w porządku. Całkiem… No nieważne. Minął miesiąc, a ja teraz boję się wejść do własnej szkoły. Dlaczego? Cóż tam gdzie byłam nie miałam za grosz zasięgu, więc z JJ  gadałam może ze 2 razy? Nie mam pojęcia czy wciąż jest taka sama czy może znowu dała ulec swoim starym nawykom. A co do mojej zmiany. Cóż mieszkanie ze 4 pustymi dziewczynami daje dużo do myślenia, ale i ma niestety ogromny wpływ. Wiec może ucieszy to wielu chłopaków, ale zmieniłam podejście co do ubioru. Tak, tak proszę państwa. Nie ma już babo-chłopa, którym byłam nazywana. Nie przesadzajmy również. Nie ubieram się jak jakaś zdzira. Jestem czymś w rodzaju hipstera? Mój boże, jak ja nienawidziłam hipsterów, a teraz co? Jestem taka jak oni. Cholera!
No nieważne Jane. Teraz stoisz przed drzwiami swojej szkoły. Kiedyś w końcu musisz otworzyć te drzwi!
Nacisnęłam na klamkę i weszłam na korytarz. Pozornie nic się nie zmieniło, ale kto to może wiedzieć? Próbowałam znaleźć wzrokiem JJ. Po chwili jednak podeszła mnie od tyłu tak jak to zrobiła pierwszego dnia kiedy tu przyszłam.
- Jane! Wróciłaś! No nie wierzę, że to ty! Co to za ciuchy?
- Wiesz…
- Dobra nieważne. Nareszcie! – powiedziała i mocno się do mnie przytuliła. Było to trochę jak w zakończeniach tych wszystkich filmów. Takie przesłodzone i mało prawdziwe. No, ale co miałam zrobić? Powiedzieć jej, ze ma się nie zachowywać jak jakaś przesłodzona lala. Co jak co, ale do mnie o nie pasowało.
- Opowiadaj. Co właściwie się działo, bo w sumie nic szczególnego nie widać na tym przeklętym korytarzu. Gdzie Lara?
- Wiesz… odeszła.
- Co? Dlaczego?
- Nie mogła znieść dogryzań Ross’a. – powiedziała. Ross. No tak Ross! Zapomniałam o nim. Kiedy byłam w seminarium miałam nadzieje, ze się zmieni, że to co było między nami… chwila… co ja do cholery jasnej gadam? Nic nie było poza obrażaniem, dogryzaniem, wkurzaniem, rozbieraniem, całowaniem, wyznaniami… cholera. Jednak coś się u nas zadziało. Ale czego ja oczekiwałam? Że on się zmieni? Myślałam, że on tylko udaje Naughty Boy’a, a tak naprawdę nim był. Zbyt dużo oczekuję od życia.
- Ross. No tak. Ale co on jej robił?
- Zaczął ją wyzywać od szmat, dziwek i wiesz przesadzał jak zwykle.
- Palant.
- Lara nie mogła tego znieść, wiec odeszła, ale z godnością. – powiedziała JJ i lekko się do siebie uśmiechnęła.
-  Z jaka godnością?
- Cóż… kiedy na stołówce Ross znowu przesadził ona sprzedała mu dość mocnego kopa w jaja. Upadł na ziemie i wił się z bólu, no a ona dostała i owacje na stojąco i fale hejtów od tanich wielbicielek tego palanta.
- Hahahah, no nie wierzę!
- To uwierz, bo kiedy… - ale nie dokończyła, ponieważ nagle koło nas jakby w zwolnionym tempie przeszła fala dziewczyn z jakąś kolejną „rozebraną” blondynką. Chociaż rzec biorąc i tak była bardziej zakryta niż większość dziewczyn ze szkoły. Szła z zadartym nosem, patrząc z góry na wszystkich łącznie ze mną. Coś mi się w niej nie podobało.
- JJ? Kto to?
- Ugh nawet mi nie mów. Jakaś nowa ze Norwegii czy czegoś tam. Patrzy na wszystkich spode łba, ale jest ideałem. Seksowna i mądra.
- Mądra? Jakoś tak nie wygląda.
- Uwierz. Ma same najlepsze stopnie dostała 2 ordery za pomoc gdzieś tam i do tego ma nienaganne zachowanie.
- Za ten strój? Powinna od razu… - ale jakoś nie mogłam znaleźć słów, bo blondynka - cóż może ni blondynka ni szatynka, ale coś pomiędzy – naprawdę nie była ubrana źle. To mnie jeszcze bardziej wkurzało. Nic nie można było jej zarzucić. Nic! Po chwili spojrzałam się w prawo i zobaczyłam Ross’a. Nic się nie zmienił. No najwyżej trochę przypakował. Norweżka podeszła do niego i mocno go pocałowała. Całowała go dość długo. Zbyt długo. Zaczęłam się… denerwować? Ale o co? Ten frajer nic dla mnie nie znaczy.

- Jane. Nie wiem czy się ucieszysz, ale… ona zaczęła mu udzielać tych korepetycji podczas twojej nieobecności i Ross wiesz on… chyba łapie tą matmę bardziej niż no wiesz… kiedy ty mu tłumaczyłaś. – powiedziała niepewnym tonem po czym spuściła ze mnie wzrok. I dobrze, ze tak zrobiła. Gotowała się we mnie złość. Jakim cudem znalazł kogoś kto tłumaczy lepiej ode mnie. Przecież mówił, że… że… przy nikim nie skupi się tak jak przy mnie! Miałam tego dosyć. Wracam, a tutaj zastaje kompletnie inny świat. To nie jest szkoła, którą zostawiłam. To nie to samo miejsce. To nie ta sama cholerna ja. Dziś dowiedziałam się 2 rzeczy. Nie wiedziałam, że mogę znienawidzić kogoś bardziej niż Ross’a. Po drugie nie wiedziałam, że mogę być o niego… o niego… zazdrosna. Z oczu nieoczekiwanie pociekły mi łzy. Ale nie były to łzy smutku. Były to łzy zazdrości. Byłam wściekła. Wściekła i zazdrosna... o Ross'a. Poczułam się uniżona. 

_________________________________________________________________________________


Nic nie napiszę poza tym, że przeprosiłam i robię swoje cholera nikt mnie nie zastraszy! Ale życie nie jest sprawiedliwe. Sorka :)

poniedziałek, 19 maja 2014

Zapowiedź 2 sezonu


Jane powraca z seminarium.
Zmieniła się.
Wraca do szkoły, w której dowiaduje się kilku nowości.
Ktoś wydał okrutną prawdę. Ktoś odszedł. 
Przyszedł też ktoś kogo Jane nie będzie mogła znieść.
A Ross?
Czy się zmienił? Czy nie? Cóż sami stwierdzicie.
ROZDZIAŁ W CZWARTEK OKOŁO 23.00.
Jeśli macie jakieś pytania to chętnie odpowiem, chyba że będą dotyczyły czegoś czego na razie nie zamierzam zdradzić.
Dziękuję za to, ze czytacie to... coś.
Wiem, ze nie jest najgorsze, ale mistrzostwem tego nie nazwę.
Wyczekujcie kolejnych, bo zamierzam wam sprzedać coś gdzie:
* spotkacie się z nową, ale nie aż tak nową Jane
* spotkacie się z kimś kogo Jane nie zniesie
*więcej zazdrości
*więcej tego czego lubicie czyli erotycznych scen
*więcej Naughty Boy'a
* Ale też więcej co z pewnością nie wszystkich ucieszy czyli więcej miłości!!! 

OCZYWIŚCIE NIE ZROBIĘ Z TEGO BLOGA MIŁOSNEJ HISTORII, BO JAK TO MÓWIĘ
NAUGHTY JEST NAUGHTY!


niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 33


Wróciłem do domu wściekły.
- Ross, ja… - zaczęła Rydel.
- Odczep się! Czemu wszystkie dziewczyny się na mnie uwzięły?
- Co się stało?
- Lola ze mną zerwała!
- Ale przecież ty jesteś z nią od…
- 3 dni!
- Dlaczego z tobą zerwała?
- Bo kiedy ta kujonka obok nas przechodziła, to się za nią obejrzałem i po tym jednym spojrzeniu stwierdziła, że ją kocham! – krzyknąłem wściekły.
- OOO… czyli była bystrzejsza niż myślałam…
- Co masz na myśli?
- Ze nie tylko ja to zauważyłam. – powiedziała i szeroko się do mnie uśmiechnęła.
- Jak mogłaś coś zauważyć skoro nic nie ma!
- Ale dlaczego nie chcesz się to tego przyznać?
-Bo…bo nie! Nie istnieje miłość pomiędzy mną, a Jane! A teraz przepraszam, ale muszę do niej iść w sprawie moich korepetycji. – powiedziałem zażenowany, bo wiedziałem, że nie zdam do następnej klasy bez jej pomocy. Udałem się to mojego pokoju i opadłem na łóżko, zakrywając sobie twarz dłońmi. Dlaczego jestem taki bezradny kiedy ktoś wspomina o Jane przy mnie. Przecież jest taka sama jak inne laski, które znam. No może jest mądrzejsza, nie ma tylko seksu w głowie i do tego umie wyrazić własną opinię. Na domiar kiedy zrobiłem coś nie tak, te laski się na mnie wściekały, a ona? Jakoś zawsze mnie znosiła.
Spojrzałem się w prawo i na szafce nocnej zauważyłem czarny notesik. Nawet nie zastanowiłem się co to jest i po prostu go otworzyłem. No tak. Ten notes. Co ja sobie myślałem, żeby robić takie coś? W ogóle czym ja się stałem? No tak. Naughty Boy. W sumie skoro nim jestem to czemu mam jakiś dziwne skurcze w żołądku. Z tego co wiem to są wyrzuty sumienia, których ja chyba nigdy nie miałem. Kiedyś musiał przyjść ten dzień.
Przyszedł też dzień kiedy raz na zawsze muszę zakończyć sprawę korepetycji. Po prostu nie będę wchodził Jane w drogę. Godzina korepetycji i tyle będę widział jej śliczną buźkę. Chwila pomyślałem śliczną? Chodziło mi o nudziarską!
Wyszedłem z pokoju.
- Gdzie idziesz? – zapytała Rydel.
- Do Jane.
- Zmądrzałeś czy dojrzałeś?
- Zgłupiałem. – powiedziałem obojętnym tonem i opuściłem dom. Szedłem powoli ulicą wymyślając dialogi na podstawie, których ma się odbyć moja rozmowa z Jane. Mam nadzieję, ze już wróciła do domu. Nie chce mi się na nią czekać pod drzwiami, a potem wysłuchiwać tego, ze ona nie ma zamiaru mnie słuchać. Zanim się obejrzałem stałem pod jej drzwiami. Zadzwoniłem jednak nikt nie schodził. Zadzwoniłem pełen nadziei po raz drugi.
- Już chwila! – krzyknęła Jane od wewnątrz. Po chwili otworzyła drzwi i kiedy mnie ujrzała mina jej zrzedła. – A ty tu czego?
- A wiesz kręcę się po okolicy.
- Przestań gadać i powiedz czego chcesz.
- Wiesz jeśli przestanę gadać to Ci tego nie powiem. – stwierdziłem, na co dziewczyna przewróciła wymownie oczami i zaczęła zamykać drzwi. Jak to zwykle ja przytrzymałem je nogą i nachalnie wszedłem do środka. Dziewczyna potknęła się o własne nogi i z przerażeniem w oczach spojrzała się na mnie. – Chciałaś zamknąć drzwi? Ile razy próbowałaś, ale bez skutku… hej co to? – zapytałem, ponieważ zauważyłem na kanapie walizkę a naokoło niej porozrzucane ubrania. – Wyjeżdżasz?
- Tak. Na miesiąc do seminarium.
- Co ty zakonnica.
- Nie. – powiedziała wściekła. – To nie seminarium duchowe. Będę pomagać tam ludziom, wiesz jako wolontariusz.
- I możesz sobie tak wyjechać w środku roku?
- Wiesz… mam świetne oceny, a poza tym tam też muszę się uczyć. Ale teraz ja mam pytanie. Po co przyszedłeś? Gdzie Lola?
- Na które mam Ci odpowiedzieć najpierw? – zapytałem, a dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. – Więc, zarwałem z Lolą.
- Wow. – wyłupiła  oczy dziewczyna w geście sarkazmu. – Całe trzy dni. To chyba rekord. Pewnie nawet nie zdążyłeś jej przelecieć. – powiedziała i podeszła do kanapy, by schować resztę rzeczy.
- I tu się mylisz sweety. Ja zawsze mam na to czas.
- Brzydzę się tobą.
- JA i tak wiem, że Cie pociągam. – stwierdziłem na co dziewczyna spojrzała na mnie z ironią. – No nie ważne. Przyszedłem po to by po raz ostatni błagać Cie o korepetycje.
- Dlaczego myślisz, że się zgodzę?
- Przeczuwam.
- A co Ci to da jak teraz na miesiąc wyjeżdżam?
- Ten miesiąc przepracuję z kimś innym.
- Ross słuchaj… może bym się zgodziła nie zważając na to, z obrażasz mnie na każdym kroku i do tego nie szanujesz dziewczyn, bo jakoś przez cały czas to znosiłam jak jakaś desperatka. Ale muszę Ci dziś odmówić.
- Niby dlaczego? – zapytałem wściekły.
- Ross udajesz debila czy na serio nim jesteś? Mam 2 powody. Po pierwsze jakoś zapomniałam o tej sytuacji, ale teraz Ci ją przypomnę. Próbowałeś mnie zgwałcić we moim własnym domu, chociaż i tak wątpiłam, ze to nastąpi, wiec to mało istotne.
- A to drugie?
- Uderzyłeś mnie. Co jak co nie patrząc na to, ze jestem dziewczyną…
- Imitacją dziewczyny. – dodałem bezmyślnie, co było dzisiejszym największym błędem, bo...

- MOŻESZ PRZESTAĆ! Bądź sobie już tym pieprzonym Bad boy’em! Ale ja wiem kim jestem! – krzyknęła i po wpływem emocji ściągnęła z siebie koszulkę, co było do niej niepodobne i z lekka dziwne, ale słyszałem co dziewczyna może zrobić, kiedy jest naprawdę wściekła. I to była ta chwila. Jane była naprawdę wściekła. Stałem jak osłupiały, ponieważ zrobiła to o czym zawsze marzyłem. Rozebrała się dla mnie. No może tylko ściągnęła bluzkę, ale zawsze coś. – Widzisz to?! WIDZISZ? Chyba nie powiesz mi, ze nie jestem dziewczyną? Powiem Ci jeszcze jedno! Żadna z twoich lasek JJ, Lara, kuzynka Lary, Jessica, Lola, Casandra, Monica, Laura, Lena, Rose, Lea, i bóg wie jaka jeszcze z twojego notesu nie miały takich cycków. Więc jako Naughty Boy nie możesz czuć się spełniony, bo została ostatnia kartka, która nie jest zapełniona. Moja kartka. Możesz ją wyrwać. Nigdy, przenigdy nie będzie zapisana. I wiesz co? Dam Tobie te korepetycje żebyś musiał patrzeć na to co nigdy nie będzie twoje! Czy wyraziłem się jasno? – krzyknęła, a ja przerażony pokiwałem głową. Jane wzięła mnie za koszulkę i pociągnęła za drzwi. – Do zobaczenia za miesiąc! Pieprzony Naughty Boy’u! – wrzasnęła i zatrzasnęła z hukiem drzwi frontowe.

Koniec części I


_________________________________________________________________________________

I jak tam wam się podoba I część? Niedługo zacznę część II to znaczy napisze tak krótko o czym będzie, ale nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział. Znacie mnie i na pewno szybko, ale najszybciej liczyłabym na piątek góra czwartek. Więc macie dużo czasu  by sobie wszystko przypomnieć co się po kolei działo.

Komentujcie!!!

sobota, 17 maja 2014

Rozdział 32



Po nocy, którą przegadałem z Jane, nic więcej się między nami nie wydarzyło, co macie rozumieć poprzez to, że od tamtego czasu, ani razu z nią nie gadałem. Nawet na siebie nie patrzeliśmy. Unikała mojego spojrzenia jak ognia. Ale ja miałem to gdzieś. Kiedy już skończyłem z tą natrętną Lara, znów powróciłem do gry. Znalazłem sobie nową laskę. Byłą z naszej szkoły, i z równoległej klasy, która razem z nami jechała na wycieczkę. Podobno jest nowa, więc bez obaw mogę się nią zabawiać. Ma świetny tyłek i jeszcze lepsze cycki. Zauważyłem ją dopiero, kiedy trzeciego dnia poszliśmy na plażę, podszedłem, a ona od razu rzuciła mi się w ramiona. Typowe! Bo kto by nie chciał takiego ciacha jak ja? I nie… Jane się nie liczy, chociaż i tak wiem, ze ona mnie pragnie, tak jak każda. Jedyne co mnie dziwiło we mnie, to, to, ze od razu zapamiętałem jej imię. Lola. Lola. Stosunkowo głupie imię, ale odzwierciedla jej osobowość. Jest głupia jak but. Czyli takie jakie lubię… oczywiście zaliczać.
W końcu wróciliśmy z tej przeklętej wycieczki. Jane razem z Larą i JJ usiadły jak najdalej od nas, co mnie jakoś nie obchodziło. Miałem dużo czasu by trochę poznać Lolę. Oczywiście nie chodziło mi o to czym się interesuję, bo czy mi to potrzebne? Wolałem poznać jej język w środku jej buzi.
W końcu wyszliśmy z tego okropnego autobusu. Wróciłem do domu, gdzie przywitał mnie Riker razem z Rydel. Z blondynem przybiłem piątkę.
- Co tam księżniczko? – zapytałem Rydel i dałem jej buziaka w policzek.
- A dobrze… słuchaj Ross?
- Tak?
- Ostatnio przechodziła tędy Jessica i kiedy się z nią przywitałam zaczęła ostro na Ciebie przeklinać. – powiedziała zmartwiona.
- Nie przejmuj się nią. Po prostu z nią zerwałem, bo nie lubię takich mało inteligentnych dziewczyn.
- No tak, ale… ona mówiła coś, że pewnie ty mnie też już przeleciałeś i…
- Rydel nie słuchaj jej! Jest zazdrosna, bo znalazłem sobie wspaniałą i mądrą dziewczynę. – powiedziałem z udawaną słodyczą, której tak nienawidziłem.
- Tą Jane? – zapytała. Spojrzałem się na nią ze zdziwieniem i szeroko otwartymi oczami.
- Niby dlaczego ona? – zapytałem z ironią.
- Bo jest jedyną mądrą dziewczyną z jaką Cię w ogóle widziałam.
- No to zobaczysz mnie z kolejną, bo to nie Jane tylko Lola.
- Lola?
- Tak. Lola. A teraz właśnie idę się z nią spotkać, więc żegnam. – powiedziałem i wściekły wyszedłem z domu. Nie na Rydel, choć w pewnym sensie można tak przypuszczać. Denerwowało mnie to, ze ona ma rację, ponieważ Jane rzeczywiście byłą jedyną dziewczyną, która miała rozum w głowie. Szkoda, ze była tylko imitacją dziewczyny. Zadzwoniłem po Lolę, która w mgnieniu oka była pod moim domem.
- Rossiu! – krzyknęła i ucałowała mnie lekko w policzek.
- Błagam Cię! Nie lubię jak ktoś zmiękcza moje imię. Jestem Ross. R-O-S-S. – warknąłem, na co dziewczyna, lekko się speszyła, ale ja założyłem rękę na jej ramię, na co momentalnie znowu się we mnie rozkochała. Szliśmy sobie wolno ulicą. Lola cały czas mi opowiadała, o swojej starej szkole, ale jakoś mało mnie to obchodziło. W ogóle jak paplała tym swoim przesłodzonym głosikiem to miałem ochotę ją zostawić właśnie tu i teraz. Jedyne co mnie przy niej trzymało to jej bluzka z głębokim dekoltem.
- Rossy? Ross, przepraszam.
- No? – zapytałem lekko zirytowany, ponieważ dziewczyna znów użyła tego okropnego zdrobnienia.
- Masz może ochotę. – zapytała z uśmieszkiem.
Moje źrenice natychmiastowo się rozszerzyły. Trochę dziwnie się poczułem, ze dziewczyna pyta się tak wprost, bo zwykle to ja byłem mistrzem całej akcji, ale co to za różnica? Dziewczyna szła teraz z przodu kierując mnie do swojego domu. Kiedy byliśmy na miejscu, aż zaniemówiłem. Była to dość bogata rezydencja. Weszliśmy do środka. Już chciałem się do niej dobierać kiedy zauważyłem jej mamę.
- Ymmm Lola? – zapytałem szepcząc. – Jak mamy TO zrobić kiedy twoja mam tu jest?
- Oh, nie martw się. Ona jest głuchoniema, a ja zwykle zamykam się w pokoju, więc nic nam nie grozi. – powiedziała po czym pokazała dłońmi kilka ruchów do swojej mamy i zaciągnęła mnie na górę.
- Co jej powiedziałaś?
- Że muszę Cię pouczyć na jutrzejszy sprawdzian zaliczeniowy, który musisz zdać, bo inaczej nie przejdziesz do następnej klasy i ma nam nie przeszkadzać. Powiedziałam jej też, że się zamykam w pokoju.
- I ona Ci się pozwala tak zamykać? – zapytałem z niedowierzeniem na co dziewczyna tylko pokiwała głową.
Weszliśmy do jej sypialni. Co prawda, chociaż dziewczyna miała to co lubię, jakoś byłem mało pobudzony. Ale dlaczego? Przecież ja zawsze jestem gotowy do działania. No właśnie Ross, więc może tak pokażesz jej co mają najlepszego w Littletown?
Wziąłem dziewczyną pod tyłek i zacząłem całować jej dekolt potem usta. Po chwili nie miała na sobie bluzki jak i stanika. Widok jej "koleżanek" od razu mnie pobudził. Przez chwilę myślałem, żeby zrobić to jakoś romantycznie, ale się rozmyśliłem z 2 powodów. Po pierwsze W końcu Ross the Boss nie jest żadnym romantykiem, żeby robić coś delikatnie i bez konkretu. Po drugie: ja jej nie kocham, więc jeśli mamy gadać tu o romantyczności, to najwyżej kupię jej różę i tyle. Zdjąłem dziewczynie spodenki. Po chwili sam byłem w bokserkach. Na szczęście, albo i nie, byłem pobudzony, więc dziewczyn a nie musiała mi pomagać. Kiedy już tylko się zabezpieczyliśmy, powoli w nią wszedłem. Zacząłem lekko się w niej poruszać i jakoś nie chciało mi się przyspieszać. Może to dlatego, że ta dziewczyna wydawała się jakąś kolejną, jakby była tylko pocieszeniem. Nie uzyskiwałem żadnej satysfakcji z tego stosunku. Próbowałem zacząć poruszać się szybciej. Udało się. Dziewczyna zaczęła powoli stękać i pojękiwać. Ale chwili jeszcze pomyślałem nad tym co mi przed chwilą przyszło do głowy. Lola była tylko pocieszeniem. Ale po kim? Po Larze? Przecież z nią obchodziłem się tak samo. Jessica? Puszczała się z innymi kiedy byłem z nią. Może tu trzeba wejść głębiej? I nie chodzi mi o stosunek, tylko o moje myśli. Halo! Ziemia do Ross’a. Zajmij się porządnie tą laską, bo zaraz kolejna Ci umknie! Zacząłem przyspieszać tempa. Po chwili zmieniłem pozycję i wszedłem od tyłu. Co jak co, ale tą pozycję lubiłem. Po kilku minutach zacząłem odczuwać satysfakcję, więc wyszedłem z niej. Położyłem się obok na łóżku. Dziewczyna uśmiechnięta głęboko oddychała, ale ja byłem zupełnie w innym nastroju. Jakby zupełnie nic się nie stało.
- Ross, może się przejdziemy jeszcze? Trochę mi teraz duszno. – zapytała, a ja tylko pokiwałem głową. Szybko się ubraliśmy i zeszliśmy na dół. Lola oznajmiła mamie, ze już mnie nauczyła i teraz idzie mnie odprowadzić. Szliśmy sobie spokojnie ulicą, a Lola znów opowiadała coś o swojej starej szkole. Wszystko szło gładko do czasu. Po chwili w moim kierunku zaczęła iść Jane. Co ona tu robi? Ross to jest małe miasteczko, więc ma prawo się po nim poruszać. Uhh, ale dlaczego akurat musiałem trafić na tą nudziarę. Powoli się do siebie zbliżaliśmy, aż nasze spojrzenia się spotkały. Szybko odwróciliśmy od siebie wzrok, ale jakimś dziwnym trafem, musiałem się za nią obejrzeć.
- Ross! – krzyknęła nagle Lola.
Zamyślony spojrzałem się na nią.
- Hmm?
- Ross dlaczego patrzysz się na tę dziewczynę i mnie nie słuchasz.
- Znajoma ze szkoły, więc się tylko tak, wiesz… spojrzałem.
- Ross wiem, że jestem lekko przygłupia, ale nie patrzyłeś się na nią jak na znajomą.
- A niby jak na kogo? – zapytałem z ironią.
- Wiesz… może powiem Ci to tak. Nie myśl sobie, ze nie słyszałam o tobie historyjek. Nie wiem czy im wierzyć czy nie, ale wiem jedno. Kochasz tę dziewczynę! – krzyknęła. Zamarłem. Po raz pierwszy ktoś to powiedział. I była to osoba, która zna mnie od 2 dni? Zazwyczaj jest tak, ze ludzie, których nie znasz - znają Cie najlepiej.
- Nie kocham jej! – krzyknąłem. – Kogoś takiego? JA jestem zbyt przystojny, zbyt boski, zbyt… - ale nie dokończyłem, ponieważ dziewczyna zasłoniła mi usta dłonią.
- Powiem Ci to wprost. Nie mam zamiaru być twoim pocieszeniem. I wiem co mówię. Kochasz ją i to od dłuższego czasu. Więc dlaczego jej tego nie powiesz?
- Bo ja jej nie kocham. Zwykła dziwka i tyle. – broniłem się.
- Wiesz nawet Bad Boy, jest zdolny do miłości.
- Ja wiem, ale wiem też, ze tą miłością na pewno nie jest ONA!

- Dobra Ross rób jak chcesz, ale sam znasz prawdę. Ja spadam. Dzięki, ze do mnie wpadłeś. Cześć. – powiedziała dziewczyna i odeszła. – Jesteś niegrzeczny. Ale i zakochany. – dodała uszczypliwym tonem, po czym zobaczyłem jak odchodzi. Powiem jedno. To było dziwne. Teraz jednak w mojej głowie kłębiło się jedno zdanie. Bad Boy też jest zdolny do miłości? Co prawda nie lubiłem tych życiowych tekstów, bo nie miały za grosz sensu. Ale ten miał sens i do tego był prawdą. Oczywiście, że kocham… ALE SIEBIE.

_________________________________________________________________________________



Komentujcie!!!