sobota, 10 maja 2014

Rozdział 28



- Hej spokojnie. Nie można grzeczniej?
- Do Ciebie? Nie można! No, ale… po co tu przyszedłeś.
- Pogadać sobie z tobą.
- Wiesz nie mam ochoty gadać z takimi ludźmi jak ty.
- Hej! To moja gadka! A wiesz ja właśnie mam ochotę pogadać sobie z ludźmi takimi jak ty. – powiedział i usiadł na moim łóżku. – Ah czekaj! – powiedział, wstał i poszedł zakluczyć drzwi. Nie ukrywam, ze trochę się przestraszyłam, ale starałam się tego nie okazywać. Blondyn usiadł ponownie koło mnie tylko, ze trochę bliżej. – Spokojnie nic Ci nie zrobię.
- Wiesz… ty masz tupet. Najpierw próbujesz mnie przelecieć, potem wygadujesz sekrety, a teraz przychodzisz sobie tutaj jakby nic się nigdy nie wydarzyło.
- Wiesz muszę chwilę odpocząć. Przed chwilą trochę zabawiłem się z Larą… ale ona nie dorasta do pięt swojej kuzynce. – westchnął
- Spałeś z jej kuzynką? – zapytałam z obrzydzeniem.
- Ahh… a co ty myślisz? Słuchaj ona stosowała jakieś okrężne ruchy i teraz jak tego użyłem na Larze, to musiała wgryzać się w poduszkę, żeby tylko nie krzyczeć. – mówił tak podnieconym głosem, jak 13- latka kiedy sprzedaje jakąś plotę swojej koleżance. Patrzyłam się na niego z zaciekawieniem. Że ten facet nie ma wstydu? Eh… ale teraz nie mogę zrobić nic jak tylko czekać, aż się uspokoi. W sumie skoro już przeżył swoją upojną noc, to rzeczywiście przyszedł sobie tylko ze mną pogadać? Szanse są nikłe, ale zawsze. – Te okrężne ruchy… szkoda, że Lara tak nie umie, bo wtedy na pewno bym jej nie zostawił.
- To znaczy, że chcesz ją zostawić?
- No tak. Wiesz może się trochę zmieniłem, ale chciałbym dziewczynę, która ma też coś w łbie.
- Że co? – zapytałam, bo nie mogłam uwierzyć w żadna literę w tym zdaniu.
- Znaczy wiesz, musi mieć cycki, tyłek i ryj w miarę ładny, no i jeszcze żeby dało się poruchać. – powiedział. No tak typowy Ross… - ale wiesz, przestają mnie kręcić takie kiedy umieją tylko nawijać o ciuchach. Ile można?
- No wiesz… tylko takich zawsze szukałeś, więc co się dziwisz?
- Może masz racje, ale mniejsza o to. Nom. Więc teraz ty coś powiesz?
- Ale co masz na myśli?
- Wiesz… będziecie jeszcze kiedyś z Brandonem?
- A co Cię tak to obchodzi?
- Bo wiesz, ja nie lubię kiedy facet nie szanuje kobiety… - powiedział. Po tych słowach wybuchłam śmiechem i śmiałam się przez dobre 10 minut. Ross powoli wyglądał na zirytowanego, ale nic nie mówił. Po chwili wytarłam łzy, które miałam od śmiechu i spojrzałam się na niego.
- Haha, a ty niby… hahah… szanujesz?
- Wiesz mi chodzi o to, że kiedy ją wykorzystuje, bo laski, które ja mam to same mi do łóżka wskakują, a on Cię po prostu zmuszał. Jak jakąś szmatę… - powiedział. Nagle pochmurniałam. Tak wiem jaka wtedy byłam, ale… - Chwila kiedyś mówiłaś, ze on Cię z czegoś wyratował i dlatego mu się dawałaś. Więc powiesz wreszcie o co chodziło.
Spojrzałam się na koniuszki palców. W końcu mam okazję się komuś wygadać. Co prawda był to ten farbowany palant, ale wiem, ze będzie mnie słuchał.
- Wiesz najpierw z powodu rodziców, to ja… zaczęłam brać. Głównie ekstazy, ponieważ to mój kuzyn dostarczał… no ale zaczęłam się mu robić dłużna, więc Brandon za wszystko zapłacił co do centa. No więc, to jest pierwszy powód. Drugi to taki, ze moi rodzice w pewnym okresie w ogóle o mnie nie dbali. Nie zostawiali mi kasy na jedzenie, picie i ubrania. Byłam głodna, bo kiedy ich nie ma w domu to nie mają kiedy zrobić zakupów, więc chodziłam głodna i spragniona. Zawsze coś się znalazło, ale to było nikłe resztki. To było zanim dostali awans, więc dostawaliśmy nędzne grosze. Nie tak jak teraz. Więc z powodu braku płynów i tego jedzenia zachorowałam. Moja nerka przestała pracować. Poszłam do lekarza i okazało się, ze mam tylko… jedną nerkę. Gdyby Brandon nie oddał mi jednej swojej pewnie bym już nie żyła… - nagle się rozkleiłam. Jak taki cudowny chłopak, który dał mi życie, mógł się zmienić w takiego palanta. Wszystko przez to, że życie zabrało mu siostrę. Zaczęłam płakać jeszcze mocniej. Ross tylko wpatrywał się we mnie.

- Nie rozumiem, dlaczego się zmienił. Tylko przez ten wypadek? – pokiwałam głową. – Co jak co, ale to on chciał za Ciebie zapłacić i z własnej woli oddał Ci tą nerkę, więc nie byłaś mu nic winna! – krzyknął ze złością. – Sorka, ze tak krzyczę, ale z powodu tego, ze mam do czynienia z kimś kto nie myśli tylko o zakupach i został tak potraktowany po prostu zaczynam wariować. To jakby ktoś tak wykorzystywał moją siostrę.
- Ross uspokój się! Było minęło. Mam nadzieję, ze odczepił się ode mnie raz na zawsze…
- Nie lubię jak jesteś smutna. Wolę jak na mnie krzyczysz! Albo jak wychodzisz tak seksownie z wody jak dzisiaj. Stara normalnie mi stanął. – nagle jego głos się rozluźnił i się rozmarzył. Jednak ja nadal byłam zrozpaczona i płakałam. Ross chwilę patrzył się w sufit, po czym spojrzał jak coraz bardziej się rozklejam. – Nie płacz. Hej! – pomachał mi ręką, przed oczami. – Hej! Nie płacz! – po tych słowach lekko się uśmiechnęłam. Niestety blondyn chyba źle to odebrał. Usiadł jeszcze bliżej mnie i mocno mnie pocałował. Nie miałam siły protestować. Nawet nie chciałam. Zrobiło mi się przyjemnie. Poprawiał mu humor. Powoli i delikatnie jego ręce powędrowały w dół mojej bluzki. Zaczął powoli podciągać ją w górę, jakby się bał, ze zaraz pacnę go w ręce. Na razie jednak nic nie robiłam. Po chwili byłam bez bluzki. Ale uznałam, że jest to trochę nie fair, więc szybko ściągnęłam również blondynowi koszulkę . Najbardziej zdziwiło mnie to, że dalej mnie całował, ale jego ręce leżały swobodnie na łóżku. W ogóle mnie nie dotykał. Łał! Zawsze mówił o sobie otwarta księga, a co chwilę mnie zaskakuje! Po chwili przestał i spojrzał się na mnie rozpalonym wzrokiem. Szybko wzięłam bluzkę i ją założyłam. Po chwili odsunęłam się od blondyna.
- Tego nie było. – powiedziałam.
- Ja i tak wiem, ze było i ty nie zaprzeczysz. – powiedział Ross usatysfakcjonowany i rozłożył się na łóżku. – Wiesz teraz dałaś mi się dłużej pocałować i do tego zdjąć bluzkę. Jeszcze parę razy do Ciebie poprzychodzę i w końcu się to stanie!
- Możesz pomarzyć.
- Marzyłem już wiele razy. Za każdym razem byłaś ostra. – powiedział, a ja spojrzałam się na niego z obrzydzeniem. – Ale przyszedłem Cię spytać o jedno?
- No o co?
- Dasz mi tą ostatnią szansę na korepetycje? Ta laska u której dziś byłem nie umiała tłumaczyć.
- To dziwne, bo ona dorabia jako korepetytorka… - powiedziałam i uśmiechnęłam się do blondyna. Wiedziałam, że nie mógł się skupić, bo ta dziewczyna, choć tłumaczyła świetnie - nie była mną. Przypuszczam, że blondyn po prostu albo się do mnie przyzwyczaił albo lubił patrzeć na moje cycki. Albo jedno i drugie.
- Kłamiesz. –  powiedział. Zaprzeczyłam głową. – W każdym razie nic mi od niej nie weszło… Wiec zgadzasz się?

Nie wiem co ja znowu odwalam. Nie wiem gdzie ja mam głowę. Nie wiem o sobie nic, bo jak zwykle musiałam ulec. Zgodziłam się.


________________________________________________________________________________

Komentujcie!

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 27


Rano zadzwonił budzik. Wstałam, ale nie bardzo miałam na to ochotę. Chwila… Jane! Dzisiaj wycieczka! Która jest godzina?! Uff, na szczęście jeszcze mam 2 godziny do wyjazdu.
Poszłam na górę, by zobaczyć czy wszystko spakowałam do walizki. Najgorsze było to, ze wiedziałam ile stopni ma być nad morzem, więc musiałam otworzyć moją tajną szufladkę pod łóżkiem i spakować parę rzeczy z owego mebla. Ubrałam na siebie szorty do kolan, T-shirt i trampki - czyli stały zestaw. Włosy upięłam w kok i zeszłam na dół zjeść jakieś śniadanie. Dziś postawiłam na kanapki z masłem orzechowym. Takie przerwanie codziennej rutyny. Włączyłam na chwilę telewizor. Przeleciałam program, ale nie znalazłam nic lepszego niż serwis plotkarski. Odwróciłam się by odłożyć talerz do zmywarki, kiedy nagle usłyszałam:
- Ross Lynch widziany ostatnio z wysoką szatynką na ulicach rodzinnego Littletown. Moglibyśmy wierzyć, że owa dziewczyna jest tylko koleżanką młodego idola nastolatek, ale na razie nie chcemy w to wierzyć! Postaramy dowiedzieć się więcej o owej dziewczynie, a ona niech tylko uważa na wściekłe fanki młodego blondyna. - powiedziała i ukazało się zdjęcie moje i Ross'a.
- Że co? – powiedziałam i stałam tak, wpatrzona w telewizor, nie mogąc uwierzyć w słowa reporterki. Po chwili jednak się zaśmiałam i westchnęłam tylko. – No nieźle się porobiło. Mam przechlapane u 10-latek. – powiedziałam i poszłam na górę do pokoju. Wzięłam walizkę i zaczęłam zjeżdżać nią po schodach. Pod szkołę podjechałam taksówką i kiedy zobaczyłam JJ od razu do niej podeszłam. Stała sobie z Larą i z nią rozmawiała.
- Hej Lara! – powiedziałam.
- Cześć Jane, wiecie co ja muszę iść do Ross’a. Pewnie się o mnie pytał. – powiedziała i ruszyła w stronę blondyna, którego dopiero teraz zauważyłam.
- Pff, szkoda, ze nie wie kilku rzeczy o nim. – prychnęła JJ. – To co? Chodź wpakujemy walizki. – powiedziała i skierowałyśmy się do bagażnika. Wsadziłyśmy swoje walizki. Po chwili przyszła nasza wychowawczyni i kazała nam siadać. Lara z Ross’em i resztą ferajny usiedli z tyłu. Pech chciał, ze nikt nie miał ochoty siedzieć, koło Drake’a I Doll’ego (skrót od Dollary J), którzy śmieją się ze wszystkich i ze wszystkiego, a skoro my wsiadłyśmy ostatnie, przypadł nam zaszczyt zajęcia owych miejsc.  Po prawdzie morze mieliśmy też w Littletown, ale tutaj nie było takich fajnych domków, jak GradyLos gdzie przypadnie nam mieszkać przez 3 dni.
Podróż autokarem była koszmarna. Zaczęło się od pytania jednego z chłopaków z naszej klasy:
- Proszę pani? Dlaczego Jessica już z nami nie chodzi do klasy?
Po tych słowach Ross’owi, otworzyły się oczy. Tylko jako on jedyny i ja wiedzieliśmy, ze ta blondynka jest w ciąży i nie wiadomo z kim. Byłam ciekawa, czy nauczycielka też to wie, bo przypuszczam, ze rodzice Jessicy musieli już zostać o tym poinformowani.
- Powiem Ci Zack, ze tak naprawdę to nie mam pojęcia. Jej rodzice mówili, ze na razie musi uczyć się w domu, bo jest chora, ale nic więcej Ci nie powiem, bo wiem tyle co ty. – powiedziała i zabrała się za czytanie książki. Po 30 minutach jazdy okazało się, ze JJ i Drake nawet się dogadują i dlatego kazali mi zamienić się miejscami razem z nim. Najgorsze było to, ze on siedział na miejscu zaraz obok Ross’a. Po  bardzo długich błaganiach w końcu dali sobie ze mną spokój, ponieważ ja za żadne skarby nie chciałam wyjść z mojego miejsca. Więc, teraz nasza tylna część autokaru wyglądała tak: Jonatan i Dolly grali na komórkach, JJ coraz bardziej nakręcała się z Drakiem, a Ross i Lara praktycznie powinni być dawno rozebrani, ponieważ to jak wbijali się w swoje usta przerastało ludzkie pojęcie. No i nie zapominajmy o mnie, która założyła słuchawki na uszy i całą drogę gapiła się w okno.


- Moi drodzy! Siadajcie na miejscach! Już jesteśmy!
Nareszcie – pomyślałam. Chciałam tylko znaleźć się z JJ w pokoju i najchętniej to bym poszła spać, ale mieliśmy zaplanowane, że idziemy jeszcze na plażę. Niestety! Najgorsze było również to, że było tak gorąco, ze chciałam się wykąpać, ale nie lubię paradować w stroju,  przy napalonych kolegach z klasy, a  w szczególności przy tym farbowanym palancie!
Kiedy przydzielono nam pokoje, które mówiąc szczerze były całkiem przyzwoite, rzuciłam się na łóżko. Nie to co JJ, która już przebierała się w strój i kręciła włosy.
- JJ… po co zakręcasz włosy skoro idziemy na plażę?
- Ja idę się opalać nie kąpać! A  ty co? Przebieraj się!
- Muszę?
- Tak musisz!
- Yyyehhh – warknęłam i poszłam do łazienki założyć strój. Zobaczyłam jednak, że wzięłam nie ten strój co miałam. Planowałam wziąć mój jednoczęściowy czarny strój, ale z powodu mojego niewyspania wepchnęłam do torby co było, a mianowicie czerwone bikini. Cholera! Jak zwykle muszę zrobić coś czego nie mam zamiaru! Dobra Jane przecież nie jesteś gruba, ani garbata, więc chyba przeżyjesz. Prawda? Przebrałam się w strój i naciągnęłam na siebie stare rzeczy. Wyszłam z łazienki.
- Tak w ogóle Jane przepraszam Cię, że w autokarze Cię olałam. Wiesz? Ten Drake nie jest taki zły, jak myślałam.
- Tsa. – prychnęłam, ponieważ wiedziałam, że jest taki sam jak Ross. – Idziemy, bo już ludzi zwołują.
- No jasne. – powiedziała i wyszłyśmy z pokoju. Plaża była tylko 100 metrów od ośrodka, więc szliśmy raptem 2 minuty. Gdy tylko byliśmy na plaży, dziewczyny ściągnęły stroje na co facetom poleciała ślinka, ale ja… ja… jakoś nie mogłam. Po chwili jednak JJ zaszła mnie od tyłu i szybko ściągnęła mi moją bluzkę. Ona zawsze wie, kiedy wkroczyć. Zdjęłam spodenki i nagle przypomniałam sobie, ze zamiast mojego czarnego stroju, mam czerwone bikini. Czułam na sobie spojrzenia chłopaków gdy nagle, ktoś na mnie wpadł:
- Hej! Co je… - krzyknął Ross, który spojrzał się na mnie rozbierającym wzrokiem. Nie wiedziałam co powiedzieć, bo od dawne nie patrzyłam mu się w oczy, a teraz nie miałam wyjścia. – Jane? Co ty styl zmienisz? Najpierw w szkole, teraz to?
- Wzięłam zły strój, więc jestem w tym. – powiedziałam, a Ross rozłożył ręcznik koło mojego i się na nim położył. 
– No już leć do wody! – krzyknął. – Ja sobie popatrzę!
- Palant! – prychnęłam, ale dlatego, ze było gorąco udałam się do wody razem z grupką dziewczyn. Na początku było fajnie, ale potem laski zaczęły marudzić, że im zimno, więc wyszły z wody. Ja zostałam 5 minut dłużej, ale potem również wyszłam  z wody. Wychodziłam strasznie powoli bo nogi zapadały mi się w piasku i do tego odchyliłam głowę by wycisnąć wodę z włosów. Na moje nieszczęście wyglądało to jakbym robiła to specjalnie, więc dałam tam niezłe przedstawienie. W końcu jednak wyszłam i skierowałam się w stronę Ross’a, czyli raczej mojego ręcznika.
- Przyzwoicie, moje ulubione było twoje wyjście. – powiedział i przelizał dolną wargę. Nie zważając na jego zaczepki wzięłam ręcznik i poszłam w stronę JJ. Po godzinie nauczycielka kazała nam wracać do ośrodka na kolacje.
Po kolacji wróciłam do pokoju i szybko się umyłam z solonej wody oraz przebrałam w luźniejsze ciuchy. Nagle zauważyłam, że JJ się gdzieś szykuje.
- Ej, a ty gdzie?
- Do Drake’a.
- Ale on jest w pokoju z Ross’em…
- Wiesz ten dupek zabrał podobno Larę do jakiegoś innego pokoju, by się trochę zabawić, więc raczej szybko nie przyjdzie… - powiedziała z poirytowaniem. – Na pewno nie chcesz iść? – zapytała trzymając rękę na klamce.
- Nieeee… to nie moje klimaty. Posiedzę sobie w necie i odpocznę.
- Jak chcesz, ale jakby co to pokój 201.
- Spoko, raczej nie skorzystam. – powiedziałam, a szatynka wyszła z pokoju. Siedziałam chwilę na łóżku czytając książkę, a potem w Internecie, kiedy nagle ktoś zapukał do pokoju. – Proszę! – krzyknęłam.
Do pokoju wszedł Ross.

-  Czego ty znowu chcesz? - zapytałam.

________________________________________________________________________________

Więc, macie tu początek wycieczki i w sprawie imienia Dollary, może kiedyś wam powiem dlaczego ono takie jest, ale dałam je z dedykacją dla mojej koleżanki, która je wymyśliła bo się pomyliła i jest to ta sama koleżanka, która namówiła mnie na pisanie tych blogów.


Komentujecie!!!

Rozdział 26



Patrzyłem tylko jak Jane odchodzi w stronę sal. Teraz jej już nie złapię, ponieważ mamy osobno lekcje. Ostatnie co mamy razem to angielski z naszym wychowawcą. Więc jestem w kropce, bo nie będę miał czasu jej przekonać, a jestem pewien, że na pewno by mi się to udało. Jak zawsze zresztą. Teraz jednak nie mogłem nic zrobić jak tylko pójść na lekcje lub na nie, nie pójść. Who cares?

Zdecydowałem się jednak, ze pójdę na tą nieszczęsną historię i znów obleję kartkówkę, o której oczywiście zapomniałem. I tak też było. Kiedy nauczycielka podyktowała pytania od razu oddałem kartkę. Spojrzała się na mnie swoim krzywym wzrokiem, ale jakoś nie za bardzo się tym przejąłem. Był już prawie koniec lekcji. No prawie. Został angielski. Próbowałem porozmawiać z Jane na korytarzu, ale niestety przyszła dopiero wtedy jak zaczęła się lekcja. Usiadła w trzeciej ławce i nawet się na mnie nie spojrzała. Czekaliśmy na nauczyciela, który powiedział, ze musi wyjść na 15 minut, więc mieliśmy chwilę by posiedzieć. Nie chciałem gadać z nią teraz, bo bałem się, ze ktoś pomyśli, ze zagaduję do takiej… takiej… dziewczyny, więc siedziałem trzymając długopis w buzi i patrząc się bez celu w tablicę. Nagle ktoś stanął koło mnie i szturchnął mnie w ramie.
- Czego ty chcesz? – zapytałem się osoby i zwróciłem się w jej stronę. Stałą koło mnie dziewczyna z klasy, której też nie znałem imienia. Była ładna, ale jakbym miał już oceniać to o wiele brzydsza nawet od Jane i płaska jak deska. Z przodu i z tyłu.
- Słyszałam, że twoja korepetytorka Cie porzuciła, więc nie ma Cię kto uczyć.
- Nie ona mnie, tylko ja ją! A poza tym… co Ci do tego?
- Wiesz… ja mogę Cię uczyć.
Już chciałem odpowiedzieć, żeby się odwaliła, ale koniec semestru jest niedługo, a moje oceny wyglądają tak jak wyglądają. Cóż w sumie nie będzie na co popatrzeć, ale jakoś wytrzymam do czasu, aż uda mi się przekonać Jane.
- Dobra. – odparłem obojętnie.
- Świetnie, to jest mój adres i tu masz telefon. To do zobaczenia o 18.00! – powiedziała i usiadła z powrotem na swoim miejscu. Włożyłem papierek do spodni i znów spojrzałem się na tablicę. Nagle mój kumpel odezwał się do mnie.
- Te Ross?
- Co chcesz?
- Z kim jesteś w pokoju na wycieczce?
- Jakiej wycieczce?
- Tej, która jest jutro…
- Mój Boże! Na śmierć zapomniałem! Ale ja kasy nie wpłaciłem.
- Stary, przecie ona gadała, ze mamy opłaconą ze szkoły, debilu!
- Te nie nazywaj mnie debilem, frajerze. Kiedy ona tą wycieczkę zapowiadała?
- Z jakieś 2 tygodnie temu?
- Cholera! No zapomniałem! Nie wiem z kim jestem w pokoju.
- Te! Możesz być ze mną, Jonatanem i Drake’iem. – powiedział. W sumie dobrze, ze oni mi się trafili do pokoju, ponieważ są to jedyni kolesie w klasie, którzy nadają na tych samych falach co ja, więc wiecie co mam na myśli.
- No spoko, stary, ale ja muszę spać przy oknie, jakby… ej bierzecie szisze?
- No pewka! Przecie Drake ma u siebie taką, która się zmieści do torby.
- No i właśnie dlatego, chce spać przy oknie.
- Dobra stary śpij przy tym zasranym oknie, jeśli to pomaga twojej cerze. – powiedział i zatrzepotał rzęsami jak dziewczyna.
- Odwal się! Po prostu lubię świeże powietrze. Dobra ja się obkupię w alko i inne potrzebne rzeczy.
- No ok… - zaczął, ale nie skończył, ponieważ do klasy weszła nauczycielka, która przez cała lekcję ogłaszała nam plan wycieczki. Więc jedziemy nad morze i na szczęście przez cały wyjazd nie będziemy nic zwiedzać, bo ona też nie ma na to ochoty. W dzień będziemy leżeć na plaży, co mnie bardzo odpowiada, bo po pierwsze: nie trzeba nic robić i nie musimy łazić po tych nudnych zabytkach. Po drugie: razem z kumplami, -no ale najbardziej ja- możemy się pochwalić naszymi sześciopakimi przed laskami, które będą latały i pluskały się w skąpych strojach, chociaż i tak nie zrobi mi to wielkiej różnicy, bo i tak połowę lasek z klasy widziałem nago. Po trzecie: tych, których nie widziałem nago, będę mógł to nadrobić podczas nocy na wycieczce. Tak, więc wszystko powinno być okej, jeśli tylko przekonam tą dziwkę… przepraszam… Jane żeby dała mi tą ostatnią szansę, to generalnie jestem wygrany. Może uda mi się nawet ją zruch… dobra najpierw się z nią pogódź potem rób co chcesz.

Kiedy lekcja się skończyła, udałem się na chwilę do domu, by zostawić plecak. Położyłem się na kanapie, co nie trwało długo, bo decha, u której miałem odbyć korepetycje mieszkała strasznie daleko, więc wziąłem swój tyłek z kanapy i ruszyłem ulicą.

Kiedy byłem już u drzwi zadzwoniłem dzwonkiem i natychmiast usłyszałem jak przekręca się klucz w drzwiach. Drzwi otworzyła mi dziewczyna. Ale to nie była ta sama dziewczyna, znaczy była to ta laska, która mnie zaprosiła, ale… już wiem co było w niej innego… Wypchała sobie stanik. Serio dziewczynko? To, że natura nie obdarzyła Cię tym co najlepsze to nie znaczy, że masz się ośmieszać zwłaszcza, ze wszyscy wiedzą jak wyglądasz… ehhh weź tu zrozum kobietę.
Dziewczyna miała już przygotowane książki, więc usiadłem na krześle i słuchałem jak mi to tłumaczy. Niestety jak się okazało ona tłumaczyć nie umiała. A może umiała, tylko, ze ja przyzwyczaiłem się do tłumaczenia Jane? Ta laska… pewnie na mnie leciała i nie ośmieliła by nawet podnieść na mnie głosu, a nie to  co Jane. Szatynka wiecznie na mnie wrzeszczała co mnie nakręcało, ale niestety ową „nakręconą” rzecz musiałem uspokajać w swoim pokoju.

Nie no ja nie mogę! Nie dość, ze ta laska przez ostatnie 1,5 godziny nic mnie nie nauczyła to jeszcze cały czas słodzi tym swoim piskliwym głosikiem. Musze stąd wyjść zwłaszcza, ze muszę spakować wszystko na wycieczkę. Tylko, że wyjść grzecznie czy bardziej w moim stylu? Hmm… jakbym mógł zjechać tą laskę na wycieczce… ale nie miałbym się za co złapać. Więc, co mi pozostało? To oczywiście retoryczne pytanie.

Wybrałem mój styl. Wstałem, rzuciłem krótkie „nie umiesz za grosz tłumaczyć” i wyszedłem. Usłyszałem tylko dziewczęcy szloch, ale po raz kolejny się tym nie przejąłem.

Po drodze wstąpiłem do sklepu. Kiedy wszedłem zadzwonił dzwoneczek, który wisiał przy drzwiach. Przed moimi oczami pojawiła się ekspedientka. Muszę przyznać, ze niezła była z niej dupa.
- Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?
- Wiesz, śpieszy mi się, więc tylko paczkę prezesów i spadam.
- Że co proszę? Może grzeczniej…
- A co wolisz grzecznych czy niegrzecznych? – zapytałem unosząc jedną brew.
- Ona woli facetów, a nie takie dzieci jak ty! – ktoś krzyknął zza regału i nagle wynurzyła się zza niego Jane. – Więc, nie odzywaj się tym tonem do żadnej kobiety, a zwłaszcza do mojej kuzynki. Klara? Możesz to skasować? – zapytała i podała jej koszyk z jedzeniem. – A ty? – zapytała mnie po czym podeszła do półki z prezerwatywami. – O to chodziło temu facetowi Klara. – skierowała się do dziewczyny, a mnie rzuciła opakowanie z gumkami. – Dzięki za wszystko, trzymaj tu 10 dolarów i bez reszty. Do zobaczenia! – powiedziała i skierowała się w stronę wyjścia nawet nie patrząc w moją stronę.
Kiedy spojrzałem blondynce w oczy strasznie się speszyłem, ponieważ teraz kiedy dziewczyna wiedziała ile mam lat i co zamierzam kupić, zrobiło mi się głupio. Tak, wiedziała, ile mam lat, bo kiedy Jane wychodziła ze sklepu, Klara szepnęła coś typu „te dzisiejsze gimnazja” i skasowała ów pudełko. Zwykle te wszystkie laski ze sklepów bajerowałem na moje 19 lat i BMW w garażu oraz na to, ze jestem sławny. A teraz nawet sława nie pomoże 16-latkowi z brakiem własnego samochodu oraz prawa jazdy. Wyszedłem ze sklepu i skierowałem się do domu trochę zdenerwowany, a jednak zaintrygowany. Ta Jane! Ona jest taka…! Inteligentna? Nie wiem jak dokładnie zachowuje się taka dziewczyna,bo zwykle trafiam na ładne, a głupie ale dość sprytnie wywinęła się z sytuacji w sklepie. Lubię takie ostre cwaniary.
Doszedłem do domu. Wszedłem do pokoju i zacząłem się pakować na moją mam nadzieję najlepszą wycieczkę. Wycieczkę w stylu Naughty Boy’a!


_________________________________________________________________________________

Jak wam się podoba? Ja tam w sumie go lubię, bo wiem, ze jesteście ciekawi co będzie na wycieczce. I ja również jestem ciekawa, bo tak naprawdę jeszcze tego nie zaplanowałam i tej wycieczki również nie planowałam :D

KOMENTUJCIE!!!

wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 25


Szybko założyłem na siebie spodnie i bluzkę. Niestety kiedy zabierałem się za ścielenie łóżka Lara weszła do pokoju.
- Emm… Ross? Co ty robisz? – zapytała ze zdziwieniem.
- Ja? Eeee… nieważne. Czekałem na Ciebie. – powiedziałem i objąłem blondynkę w pasie. Zacząłem ją całować i odwzajemniła to z chęcią, jednak nagle się odsunęła co mnie zdziwiło.
- Wiesz Ross… nie chcę tego dzisiaj robić. Wiesz kuzynka przyjechała i muszę ją oprowadzić…
- Poczeka 20 minut. – powiedziałem i zbliżyłem się do dziewczyny jednak ta ponownie mnie odepchnęła.
- Wiesz… nie chcę dlatego, że… no wiesz… babskie sprawy. – powiedziała skrępowana. Nie byłem przyzwyczajony do tego typu wyznań, ponieważ zazwyczaj przychodziłem i robiłem swoje. Teraz jednak zaniemówiłem i szeroko otworzyłem oczy. Co prawda miałem siostrę, ale nigdy nie chwaliła się tym przy wszystkich.
- No…ten… to ja wpadnę następnym razem. Powrotu do zdrowia! – krzyknąłem i wyszedłem z domu. Powrotu do zdrowia?! Debilu! To jest okres, a nie jakaś choroba. Ty to jednak masz zdrowo poukładane w tej głowie. 
No dobra to co teraz? W sumie i tak się spełniłem z jej kuzynką, więc jestem spokojny. To co teraz? Wiadomo, ze na pewno nie pójdę do Jane, no bo w końcu wygadałem się z tego czego nie powinienem.

„Oczami Jane”
- Wiesz co Jane? Ja… mogę zostać u Ciebie na noc. I tak wracam ze szkoły, więc książki na jutro mam. Po prostu… teraz jesteś mi potrzebna.
- Jasne, nie ma sprawy…
- To ja pójdę się umyć. Mogę jakiś ręcznik?
- Jest w szafce w łazience. – poinformowałam JJ, która teraz była w drodze do łazienki, a ja usiadłam na kanapie, by przemyśleć całą sprawę. Jak on mógł się wygadać z takiego czegoś? Wiedziałam, że jest chamem, ale że aż takim palantem? No bo, dobra sypiałam z Brandonem, ale JJ o tym wprawdzie wiedziała. Ale co z jej sprawą. Po pierwsze: Obciągnęła mu w szkolnej toalecie? Na serio? Nie dość, że w szkole to jeszcze mu? A on jej wylizał… na tą myśl się wzdrygnęłam, ponieważ pomyślałam sobie co by było, gdyby wepchnął mi język do ust podczas pocałunku. Brrr…. Jednak jakby tak sensownie pomyśleć, to, to wyznanie zbliżyło nas z JJ. Teraz wiedziałyśmy co na nas ciążyło i poczułyśmy się wolne. Nie wiem czy mogę tak powiedzieć, ale to dzięki… Ross’owi? Dzieki Ross'owi trochę bardziej się do siebie zbliżyłyśmy?
JJ zeszłą na dół nadal mając na sobie ponurą minę.
- JJ proponuję komedię!
- W sumie… czemu nie?. – powiedziała i usiadła koło mnie. Włączyłam jakąś komedię i zaczęłyśmy oglądać. Zupełnie zapomniałyśmy o tym co stało się przed godziną. Zapomniałam o Ross’ie, o Brandonie. Teraz liczyła się tylko JJ i ta komedia. Po 2 godzinach zasnęłyśmy.


Obudziłyśmy się około 7.30. Wstałam z kanapy i poszłam się umyć, a potem ubrać do mojego pokoju. Już miałam wyjmować rzeczy z szafy, kiedy usłyszałam za sobą JJ:
- No nie! Ty znów ubierasz się w te męskie rzeczy? Jane proszę Cię! Masz taką piękną figurę, a się zakrywasz. – powiedziała. W duchu się zaśmiałam, bo ona była jak Ross. Tylko, ze ona jeszcze była miła, no i nie tak zboczona. No w sumie nad tym "zboczeniem" trzeba by się zastanowić…
- JJ błagam nie próbuj mnie zmieniać!
- Proszę Jane! Tylko raz… wiesz jak teraz mi ciężko? – powiedziała i zrobiła słodkie oczka. Nienawidzę, kiedy używa tej taktyki.
- Oh zgoda! – powiedziałam, a dziewczyna ruszyła do mojej tajnej szuflady pod łóżkiem. Dała mi całkiem znośny zestaw. Koszulkę na ramiączkach, miniówkę i szpilki, których w życiu nie widziałam. Pewnie, kiedyś je dostałam i o nich zapomniałam. Ubrałam się w to szybko.
- Świetnie! Teraz Cię umaluję!
- JJ!!!
- Proszę… - powiedziała i wzięła się za eye-liner. Kiedy dokończyła swoje dzieło była wykończona i ja również. Podeszłam do lustra i nie mogłam uwierzyć, że to ja. Ona to ma jednak talent. Kiedy i ona się ubrała, było już wpół do dziewiątej, więc wybrałyśmy się do szkoły.

Z JJ droga do szkoły była jeszcze szybsza, niż zazwyczaj. Zanim się obejrzałam już byłyśmy przy drzwiach. Nagle JJ stanęła naprzeciwko nich i pchnęła je całe. Poczułam się jak w tych filmach kiedy wchodzi ta grupka popularnych dziewczyn i wszyscy się na nie patrzą. Nawet zwolniłam kroku przy przejść przez korytarz tak jak te dziewczyny, ale w połowie zabrakło mi odwagi i szybko pomknęłam do szafki. Wyjęłam książki od biologii. Bałam się, że wiele osób będzie się na mnie patrzeć, ale uświadomiłam sobie, że praktycznie każda z dziewczyn tak tu wygląda, więc jestem jedną z niewielu. Wiem na pewno, ze już nigdy się tak nie ubiorę…
Wzięłam książki od biologii, ale podeszła do mnie JJ i powiedziała, ze zaczynamy dziś matmą. No świetnie, jeszcze tego brakowało, żebym zaczęła dzień od siedzenia w ławce z tym palantem. Niestety nigdzie nie zobaczyłam platynowego blondasa. Niestety? Co ja wygaduje? Na szczęście!
Usiadłam w ławce i położyłam książki na ławce. Nauczyciel zaczął lekcje, ale musiał po 10 minutach przerwać, bo nasz książę wpadł do klasy.
- Lynch siadaj na miejsce!
- Dob… - zaczął blondyn, ale nie skończył, bo właśnie spojrzał się w moją stronę.

„Ross”
Wpadłem na matmę, jak zwykle spóźniony i zdyszany. Zwykle nigdzie mi się nie spieszyło, ale obiecałem Rydel, że poprawie się w szkole, a ona była jedyna dziewczyną, której nigdy bym nie zawiódł, no nie licząc mojej mamy. No, więc wparowałem do tej klasy i jak zwykle nauczyciel na mnie nawrzeszczał, ale ja jakoś sobie nic z tego nie zrobiłem. Odwróciłem się w stronę mojej ławki, w stronę Jane, ale jej tam nie zastałem. Zastałem tam bardzo atrakcyjną… chwila od kiedy ja używam takiej gestykulacji? Po prosty zastałem tam niezłą dupę… chwila… Czy to… Nie, to nie… Jane? Nie mogłem uwierzyć, że była to Jane. Czemu ona się tak ubrała, jeszcze dzień po tym jak się wygadałem jej przyjaciółce o tym co robi? Może ona chce wzbudzić zazdrość? Nie, to do niej niepodobne…
- Panie Lynch czy mógłby pan łaskawie usadzić swe 4 litery na krześle? – zapytał ze złością nauczyciel.
- Taa. – odpowiedziałem obojętnie i usiadłem koło szatynki.
Dziewczyna od razu odwróciła ode mnie głowę i zaczęła przepisywać zadanie z tablicy. Po 10 minutach nie wytrzymałem i zapytałem:
- Dlaczego się tak ubrałaś? – zapytałem, ale dziewczyna się do mnie nie odezwała i tak było do końca lekcji. Kiedy zabrzmiał dzwonek i wszyscy wychodzili z sali ja złapałem Jane za rękę.
- Czego ty chcesz? – zapytała i wyrwała się z mojego ucisku.
- Dlaczego się tak ubrałaś?
- JJ tak chciała, więc zrobiłam to dla niej. Dla przyjaciół jestem w stanie jeden dzień paradować jak idiotka!
- Jakoś Ci nie wierze, ale mniejsza z tym… to dzisiaj o 18.00?
- Co o 18.00?
- Korepetycje… - powiedziałem oczywistym tonem.

- Czy ty masz zdrowo poukładane w tej twojej zblondziałej główce. Ja. Nie. Chcę. Cię. Znać! – krzyknęła i poszła w stronę hali od WF. No pięknie Ross, teraz już tylko, ale kiblujesz drugi rok, albo szukasz kogoś tak cierpliwego jak ona… Chyba czas poszukać przyjaciół w młodszych klasach, bo nie dam rady znaleźć  nikogo takiego… Cholera!

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 24

Co do próśb o to żeby Rossy był milszy. Niestety, ale Naughty to Naughty i mam nadzieje, ze w tym rozdziale przekonacie się, że nadal taki jest :) dawno nie było takiej sceny więc...

Rozdział zawiera scenę 18+

Doszedłem do domu blondynki. Właśnie chciałem zapukać do drzwi jej domu, ale nagle ktoś z nich wyszedł. Była to ostatnia osoba, którą chciałem widzieć, Przed moimi oczami stanęła seksowna niegdyś tak bliska, bardzo bliska jeśli wiecie o co mi chodzi - blondynka. Mianowicie Jessica.
- Co ty tu robisz? Szukasz ojca? – zapytałem zgryźliwie.
- Nie! A ty co? Nie masz teraz żadnej lepszej do popychania niż tą tutaj? – wskazała na dom Lary.
- W każdym razie jest lepsza niż ty! – powiedziałem iż zapukałem do domu blondynki.
- Debil! – krzyknęła i odeszła w swoją stronę.
Po chwili drzwi otworzyła Lara. Była ubrana lepiej niż wtedy kiedy pierwszy raz otworzyła mi drzwi. Pocałowałem ją w usta. Ohh, jak uroczo… Nienawidzę być uroczy. Wolę od razu przejść do rzeczy.
- Hej. Rodzice w domu.
- Nie, ale… - nie dokończyła, ponieważ ją wyminąłem i stanąłem w jej holu. W salonie siedziała jakaś dziewczyna. – Rodziców nie ma, ale jest moja kuzynka. Ross to jest…
- Jane. – powiedziała niebieskooka brunetka. Na dźwięk tego imienia dostałem ciarek. Od razu przed oczami stawała mi kujonka Jane, którą przed chwilą ostro zjechałem, no wiecie obaraziłem. Przyjrzałem się dokładnie kuzynce blondynki. Mogłem powiedzieć, że wcale nie była gorsza od swojej krewnej. Co prawda jej oczy nie były jedyną rzeczą, która rzucała się w oczy. Jej cycki. Przez chwilę naprawdę się zastanawiałem czy nie widziałem jej na okładce, któregoś z magazynów, które chowałem przed rodzicami, bo w końcu jako ich „idealny syn”, którym myślą, że jestem nie może czytać takiego czegoś.
- Jane pracuje jako modelka dla magazynów. – powiedziała Lara zadziornym tonem.
- Właśnie stamtąd cię kojarzyłem. – powiedziałem nagle.
- Tak?... – zapytała za zdziwionym lecz zadziornym wciąż wzrokiem.
- Słuchaj czy mogę was zostawić na 30 minut. Przepraszam Ross, ale muszę iść do urzędu po papiery dla mamy. Dlatego nie chciałam żebyś teraz przychodził… do tego jeszcze moja kuzynka Jane…
- Spokojnie. Jakoś sobie poradzimy. – powiedziałem nadal nie odrywając wzroku od dekoltu dziewczyny.
- No to ja lecę! Jak wrócę to oprowadzę Cie po mieście! – krzyknęła i opuściła dom. Usiadłem naprzeciwko Jane i trochę się skrępowałem. W końcu przyszedłem do domu Lary, a jej nawet tu nie ma. Byłem okropnie spięty co było do mnie niepodobne. Dziewczyna wyglądała jednak na całkowicie rozluźnioną. Wpatrywała się we mnie swoimi niebieskimi jak rentgeny oczami i zatrzymała się na moich spodniach.
- Jeeej – przeciągnęła nagle przewracając oczami w geście znudzenia. – Myślałam, ze jesteś bardziej rozrywkowy. Wiesz, sądziłem, że pokażesz mi trochę słodyczy jaką macie to w tym… tym… mieście. Jeśli oczywiście wiesz co mam na myśli? – mrugnęła do mnie.
Od razu załapałem o co chodzi dziewczynie wstałem i podszedłem do niej.
- Wiesz… chodzi o to, że to nie mój dom i…
- Mamy pół godziny. Uwierz zdążę się wyrobić! – powiedziała. To dało mi znak do działania. Wziąłem dziewczyną na ramiona i od razu wyruszyliśmy do sypialni blondynki. Trochę dziwnie czułem się robić to w obcym domu, kiedy nie ma żadnego z domowników, ale byłem tak nabuzowany, że nie miało to większego znaczenia.
Rzuciłem dziewczynę na łóżko. Od razu pozbawiłem ją jej krótkiej i skąpej odzieży tak, że teraz byłą tylko w koronkowej bieliźnie. Pomyślałem sobie, ze stosunek z modelką z playboy’a czy czegoś tam, będzie czymś wspaniałym, więc zamierzałem dobrze się sprawować. Zacząłem jeździć językiem po całej klatce piersiowej dziewczyny. Niestety z powodu mojej długiej już wstrzemięźliwości nie wytrzymałem i od razu pozbawiłem dziewczynę dolnej części bielizny. Zniżyłem się do jej „dolnej części” i powoli zacząłem ją lizać. Czułem jak dziewczyna ciężko oddycha i pojękuje w geście zadowolenia co mnie jeszcze bardziej nabuzowało. Zacząłem pomagać sobie palcami. Jedną ręką masowałem ją po udzie, które teraz z powodu mojej pracy było okropnie spięte. Dziewczyna nagle wstała, złapała mnie za ramiona i rzuciła jednym ruchem na pościel. Przeczuwałem, że jest profesjonalistką, ale nie, ze aż taką szybką. Odpięła mi pasek od spodni i zanim się obejrzałem wsunęła mi rękę pod bokserki i mocno zacisnęła dłoń na czubku. Poczułem się wspaniale. Myślałem, że zaraz zacznie jeździć po nim, ale ona zrobiła zupełnie coś innego. Nie wiem jak to opisać, ale zaczęła robić na nim jakieś okrężne ruchy. Po chwili trafiła jakby w czuły punkt, bo zawyłem z bólu i jak torpeda wbiłem się w poduszkę.
- I co? Jak Ci się podoba  z kimś kto zna się na rzeczy. Nie jak moja smarkata kuzynka! – powiedziała i jeszcze raz trafiła w czuły punkt.
- Jest booooooskoooo! – zawyłem i zacząłem ciężko oddychać. Co prawda Lara była niezła, ale nie dorastała swojej kuzynce do stóp.
Miałem już dosyć tej gierki i teraz to ja rzuciłem dziewczynę na łóżko, na co ona się zaśmiała. Zdjąłem moje bokserki, założyłem to co trzeba i szybko wszedłem w brunetkę. Wiedziałem, że nie mogę jej wyjechać z byle czym tak jak to robiłem u Jessicy i Lary. Zacząłem poruszać się w niej bardzo szybko, ale spróbowałem robić to tak jak ona. Okrężnie. Poskutkowało. Dziewczyna, wręcz krzyczała i ja też, co nigdy mi się nie zdarzyło. Na koniec żeby trochę się uspokoić robiłem to powoli. Czułem, ze ona też się uspokajała, bo jej oddech był już równomierny. Kiedy z niej wyszedłem spuściłem się na jej brzuch. Myślałem, że jest to koniec, ale Jane po raz kolejny mnie zaskoczyła. Wzięła trochę spermy, którą na nią spuściłem. Położyła mnie na plecach. Posmarowała mnie nią. Nie ukrywam, że mnie to trochę obrzydziło, ale pozwoliłem jej kontynuować. Dziewczyna przejechała językiem po całym torsie i dotarła do mojego „przyjaciela”. Miałem już nadzieje, że zajmie się nim, ale ona wstała i powiedziała:
- Dużo dziś dostałeś. Wiesz, nie byłeś taki zły jak na takie małe dziecko. – powiedziała, ubrała się i wyszła z pokoju.
Nie taki zły? małe dziecko? Za kogo ona się uważa? 
Nagle na dole usłyszałem rozmowę między Jane, a… Larą! Która do tego szła na górę, bo słyszałem jak wchodzi po schodach. Szybko wstałem z łóżka i zacząłem się ubierać. Miałem nadzieję, że zdąże zanim naciśnie na klamkę.

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 23



Po raz kolejny byliśmy tak blisko. Tym razem nawet ja dałam się porwać emocjom. Było już tak blisko, gdy nagle jak to zawsze kiedy jesteśmy razem ktoś nam przeszkodził. Mianowicie dzwonek do drzwi.

- Pójdę otworzyć… - zaczęłam mówić, ale blondyn mi przerwał.
- Nie ja już mam tego dosyć! Zawsze mi coś przeszkadza!
- Hah! Takie życie! – powiedziałam i wstałam z kanapy. Już miałam podchodzić do drzwi kiedy nagle Ross złapał mnie za rękę i pociągnął na kanapę. – Ross co ty…?
No i w końcu mu się udało. Kiedyś musiało mu się udać. To było takie jak… jak opisywałam w kozie. Było spontaniczne! Wcześniej kiedy próbował mnie pocałować było to natarczywe. A teraz? Spontaniczne, romantyczne. No magiczne po prostu! Tak szczerze nawet nie pamiętałam o tym, że przed chwilą wyszedł stąd wściekły do granic możliwości Brandon. Nie pamiętałam nawet o tym, że Ross jest chamem, palantem i nawet nie wiem czym jeszcze… Najsłodsze co w ogóle było to, to że nie wepchnął mi języka do ust tak jak tym wszystkim dziewczynom. On po prostu mnie pocałował. Pocałował mnie tak jakbyśmy znali się od zawsze.
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Nie wiem co się dzieje! Przed godziną wychodziłam z klasy wściekła na tego typa za to co zrobił Jessice, a teraz całuję się z nim zapłakana na kanapie. Muszę przyznać, że poprawił mi humor.
-Yymm… to ja pójdę otworzyć drzwi. – stwierdziłam, a Ross tylko pomachał głową.
Podeszłam do drzwi mi nacisnęłam klamkę. Do mojego domu wparowała JJ.
- Jane ty wiesz co… - zaczęła mówić, ale nagle urwała po tym jak zobaczyła Ross’a na kanapie. – Yyy… cześć Ross!
- Cześć! – powiedział swoim dawnym chamskim tonem.
- Hej dlaczego się tak do niej odzywasz? – zapytałam z oburzeniem, ponieważ on nie ma prawa odzywać się tak do mojej przyjaciółki.
- Sory, ale po raz kolejny nam ktoś przerywa!
- W czym przerywa? – zapytała zakłopotana JJ.
- No jak to? – powiedział Ross. – Jane już miała się tu rozbierać, a ty wparowujesz, chociaż wiesz… w sumie to możemy utworzyć trójkącik. Przecież wiem jaka jesteś ostra. – mrugnął zadziornie do dziewczyny.

Staliśmy z JJ jak wryte. Co on wygaduje? My się tylko całowaliśmy, a on przekręca historię na to, ze już się dla niego rozbierałam? Nie wierzę! Jak mogłam dać mu się pocałować. On jednak miał racje w kwestii, ze łapię się na każde słodkie słówko płynące z jego ust . Teraz to chciało mi się płakać. Czego nie mogę powiedzieć o JJ. Co prawda dawno wiedziałam o tym, że przespała się z Ross’em, ale nigdy nie słyszałam tego z jej ust.
- Co ty człowieku wygadujesz? – zapytałam. – Nikt się tu nie rozbierał! – krzyknęłam z wściekłością.
- No jak to nie? Przed chwilą siedziałaś nade mną okrakiem i…
- Ross przestań wymyślać! Znam Jane i na pewno nie zrobiłaby tego z tobą. Nie wiem co ty wygadujesz?
- Myślcie sobie jak chcecie? Ale wiecie co? Obie gracie słodkie, niewinne przyjaciółeczki, a tak naprawdę nie wiecie o sobie nic. Ty! – wskazał na JJ. – Jane sypiała ze swoim chłopakiem Brandonem wiele razy… właściwie codziennie dawała mu dupy! Zwykła dziwka, a nawet gorzej. A ty! – tu wskazał na mnie. – JJ spała ze mną co pewnie już wiesz, ale nie wiesz tego, że zrobiła mi laskę 2 razy w damskiej toalecie, a do tego ja wylizałem jej trzy razy podczas przerw między lekcjami! – krzyknął na korytarzu mojego domu. – Tak więc proszę! Teraz wiecie już wszystko o sobie! Może w końcu przestaniecie się ukrywać, udawać.
- Wynoś się stąd! – krzyknęłam do Ross’a. Blondyn opuścił mój dom z wrednym uśmieszkiem na tej buźce.
Spojrzałam się na JJ, która miała łzy w oczach, oraz wyglądała na naprawdę zawstydzoną. Postanowiłam, że nie będę jej oceniać. Nie teraz. Nie dość, że ja nie miałam na to siły, to co dopiero ona. Podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Jane ja… - powiedziała chlipiącym głosem.
- Ciii… nie teraz.
- Ale, ale ja nic Ci nigdy nie mówiłam. Udawałam wszystko przed tobą! Właściwie byłam gorsza niż on, bo on przynajmniej nie udaje, ze jest taki jaki jest, a ja?
- JJ błagam Cię nie teraz!
- Nie Jane ja muszę Cie przeprosić! Udawałam świętą, a w tym czasie obciągałam mu po toaletach. Nie jestem nikim więcej jak tylko zwykłą dziwką. Jestem gorsza niż Jessica!
- Błagam Cie JJ nie mów tak! Słuchaj mnie teraz – spojrzałam się szatynce w oczy. – Jesteś najwspanialszą osobą na świecie! Zawsze stawałaś w mojej obronie, chociaż mogłaś zwyczajnie stać z boku i patrzeć. Gdybym odwróciła się od Ciebie tylko przez to co robiłaś z tym idiotą po toaletach byłabym jak on. Byłabym zwykła idiotką,chamem, która nie szanuje ludzi! A ani ja, ani ty takie nie jesteśmy. – powiedziałam i mocno przytuliłam dziewczynę. Tak… szanujemy ludzi. Szkoda, że przez ten cały czas nie szanowałyśmy siebie. Ross miał w tej kwestii racje. Udawaliśmy przed sobą wszystko. Nigdy się nie zwierzyłyśmy z problemów, które na nas ciążyły. – Nie jesteś taka jak Jessica. Ona teraz… - zaczęłam, ale uznałam, ze jeśli powiem JJ, że blondynka jest w ciąży obraziłabym ją oraz nie uszanowałabym, jej prywatności. A tego nie chciałam.

Oczami Ross’a
No to super! Po raz kolejny się wkopałem! Co ja zrobiłem? Dlaczego zawsze przy tej dziewczynie wygaduję takie rzeczy. Nie chciałem, żeby ktokolwiek zobaczył mnie u Jane, ale kiedy weszła JJ to spanikowałem i wypaplałem wszystko! Nie mogę się przy niej opanować. Ja po prostu już szaleję. Znowu zachowałem się jak roślina. Jak marionetka, która była kierowana przez to drugie ja. To drugie ja, którego tak nienawidziłem, a jednak nie umiałem się go pozbyć. Teraz zrozumiałem, że nienawidzę złego siebie. Ten cały Bad Boy? To ściema. Najgorsze jest to, ze zbyt długo udawałem złego, niegrzecznego... Nie umiem z nim przestać. Nie mogę! I znowu to samo! Ja… ja…

- Halo Lara! – zadzwoniłem do blondynki. - Jestem u Ciebie za minutę! Mam nadzieję, że masz ochotę?
- Ja…
- Wiesz co nie masz nic do gadania! Po prostu czekaj. – powiedziałem i odłożyłem telefon, pełen wściekłości.
No i po raz kolejny muszę się gdzieś spuścić. Cholera jasna! Czemu ja cały czas udaje? Czemu? Niestety znów jestem napełniony i już nie wytrzymam! Nie wytrzymam! Nie ważne z kim nie ważne gdzie! Teraz chce się tylko pieprzyć!

________________________________________________________________________________

Tak wiem: PATOLOGIA! 

Komentujcie ;)

Rozdział 22

No, więc wróciłam dzień wcześniej. macie! Tak długo was trzymałam!

Ross patrzył na kartkę ze zbitym wzrokiem. Domyślałam się jaki jest wynik tego testu. Trochę zrobiło mi się go żal. Ale niby dlaczego? Ten człowiek chciał mnie zgwałcić!
- No to jaki jest ten wynik? – powiedział Joel i wyrwał Ross’owi kartę.
- Wynik jest…
- Negatywny! – krzyknął Joel.
- No właśnie. – powiedział przybity.
- Ross ty debilu! To znaczy ze nie jesteś żadnym ojcem! – krzyknął Joel i poklepał Ross’a po plecach.
- Serio?
- Tak!
- Dobra to lecę do tej laski.
- Czekaj co chcesz jej powiedzieć?– zapytałam.
- Że nie jestem ojcem tego dziecka i niech se radzi sama!
- Nie możesz jej tak powiedzieć! – krzyknęłam.
- Niby dlaczego? Słuchaj nie mam zamiaru zajmować się tym bachorem. Nie moja wina że jest dziwką która się puszcza. Facet robi co chce, a to laska ponosi konsekwencje. Tak już jest!
- Czy ty jesteś poważny. Najpierw rozkochujesz w sobie tą dziewczynę a teraz chcesz jej wyjechać z czymś takim?
- Będę robił co mi się żywnie podoba. Taki ktoś jak ty…
- Okej mam tego serdecznie dosyć! Nie jesteś w niczym lepszy. Jesteś popieprzonym idiotą który wiecznie myśli tylko o sobie. Nie masz za grosz szacunku nawet do własnego rodzeństwa. Do tego za kogo ty się uważasz? To że jesteś sławny nie znaczy, że możesz sobie pomiatać kim chcesz na prawo i lewo. Mam dosyć tego, że uważasz mnie za kogoś słabszego. To ty jesteś słaby, jeśli tylko umiesz kogoś obrażać, posuwać i nic więcej. Buźka jest, a rozumu za grosz. Żal mi Cię. Ale naprawdę! Szkoda, że jesteś facetem, który ma potencjał, a wykorzystuje go do posuwania lasek! To naprawdę wielka szkoda, ze jesteś po prostu rośliną wykorzystywaną przez media i ludzi. Teraz leć do niej i zniszcz jej życie! Proszę droga wolna! Leć. – krzyknęłam, praktycznie na jednym tchu. Ross patrzył się na mnie z otwartą buzią. – No leć! – dodałam z gotującą się we mnie złością.
Joel również patrzył się we mnie ze wzbitym wzrokiem. Oboje stali tak przez dobre 5 minut. Po chwili tego patrzenia się we mnie zaczęłam się trochę peszyć.
- Dziewczyno umów się ze mną. – powiedział Ross przeciągniętym tonem i złapał mnie za rękę, co mnie bardzo zdziwiło, a nawet przestraszyło. Jednak ja w porównaniu do innych dziewczyn JA miałam głowę na karku.
- Puszczaj mnie! Nigdy się z tobą nie umówię! Ty i ten twój kuzyn jesteście siebie warci! Idźcie sobie posuwać jakieś łatwe laski! – powiedziałam i wzięłam torbę z ławki. – A i Rossy? Uważaj, żeby guma Ci nie pękła. – dodałam zgryźliwym tonem i wyszłam z sali.

Oczami Ross’a.
Jane wyszła z klasy. Nagle do mnie dotarło co powiedziała ona, a co powiedziałem ja. Najpierw zastanowiłem się nad jej słowami. Co ja ze sobą robię. Ta kujonka miała trochę racji. Nie tyle co przez media, a przez osoby, z którymi się zadaje stałem się zwykła rośliną do pomiatania ludźmi. Mam tu w szczególności na myśli Joela. To przez te wakacje. Wszystkiego nauczyłem się od niego. Ta 3 noc kiedy wyszliśmy do klubu. Najpierw mnie chłopak spił, później wziąłem jakąś dziewczynę do toalety i to zrobiliśmy. Było szybko i bez tych emocji. To było tylko wprowadzenie mojego członka do jej ciała i nic więcej. Kiedyś zanim spędzałem czas z Joelem marzyłem o prawdziwej dziewczynie, z którą mój pierwszy raz będzie magiczny i niezapomniany. Wiem, że mówię trochę jak baba, ale taka jest prawda. A teraz? Latam po dziwkach, upijam się, uważam się za lepszego od innych. Do tego dziewczynę, która zawróciła mi w głowie chciałem zgwałcić? Teraz to mnie do reszty posrało. Nie wiem, dlaczego tak lubiłem Jane. Może dlatego, że poznałem ją, nie tylko od naszego łóżkowego spotkania, ale jako osobę? Poza tym była inna. Nie miała tylko pustki w głowie albo do powiedzenia jaką cudowną bluzkę widziała w sklepie. Ona miała własną opinię, której nie bała się ukrywać. To mnie chyba w niej naprawdę kręciło. Ale co ja teraz mam zrobić. Oczywiście nie jestem ojcem dziecka Jessicy, więc muszę jej to powiedzieć. Niech ona się martwi o siebie. Po tych słowach, o tych, że chce się umówić z Jane. Poniosło mnie! Muszę się ogarnąć! Ona mi pomieszała w głowie, ale co do ludzi miała rację. Ludzie zamienili mnie w roślinę.
- To co stary? Idziemy do tej blondyny?
- Wyjdź stąd!
- Co ty stary? Co ty gadasz?
- Masz stąd wyjść. Jane miała racje. To przez ciebie jestem taki jaki jestem! – krzyknąłem.
- Dobra, dobra. – powiedział i podniósł ręce jakby był niewinny. – Ale, wiesz? Przez tą laskę stajesz się słaby. Taki melodramatyczny jak ona. To nie jest Ross, którego znam. Teraz jesteś babą, której nie chce znać! – powiedział oburzony i wyszedł.
Siedziałem sam w klasie z założonymi rękami na kolanach. I co ja mam zrobić? Wiem na pewno, że jeszcze dziś idę do Jessicy i daje jej wyniki testu. Ale co z Jane? W końcu ona mi się podoba czy nie? Nie sądzę. Te słowa po prostu same ze mnie wypłynęły. Umówić się z nią? Z nią? Z kimś kto jest niższej rangi niż… Cholera! Ona jednak ma rację, że tak mówię. Ale ja jej nie kocham! I to wiem na pewno! Chyba…

Wyszedłem z klasy i poszedłem do domu Jessicy. Cały czas myślałem o tym co mówiła Jane oraz o tym co powie Jessica. Po chwili już doszedłem do jej drzwi. Zapukałem. Po chwili ujrzałem Jessice, która rzuciła mi się na szyję i dała mi dość mocy pocałunek w policzek.
- Ross kochanie, co to? – zapytała, ponieważ wyciągnąłem przed nią kartkę z wynikami.
- Test na ojcostwo. Nie jestem ojcem tego dziecka. – powiedziałem ze spuszczoną głową.
- To znaczy, ze, ze… - zaczęła, ale nie mogła się dalej wysłowić.
- To znaczy, że nie będę zajmował się ani tobą, ani dzieckiem. – skończyłem.
- Ty śmieciu! Jak możesz! To po to był Ci moja krew! Jak można być takim dupkiem. Leć do tej swojej idiotki Lary! Zruchaj ją tak, ze Ci penis spłonie, a ty razem z nim! – krzyczała na całe osiedle. Swój występ dokończyła siarczystym walnięciem w policzek oraz trzaśnięciem drzwiami.

No dobra Ross. To już masz za sobą. Teraz tylko napraw sprawy z Jane. Chodzi oczywiście o te korki i o nic więcej. O nic więcej!
Podszedłem pod jej dom. Nagle przez drzwi wyszedł Brandon. Był wściekły. Trochę się przestraszyłem, że to przeze mnie jest taki i zaraz oberwę po raz drugi, ale na szczęście mnie ominął i krzyknął tylko:
- Leć do tej dziwki. Jest całą twoja! Dokończ to w czym Ci wczoraj przerwałem. Tylko dopilnuj żeby wyła z bólu. – powiedział i odszedł.
Spojrzałem w stronę drzwi. Stała tam Jane z opuchniętymi oczami. Spojrzała się na mnie obojętnym wzrokiem.
- Co jest? – zapytałem nieśmiałym tonem co było do mnie niepodobne.
- Nic. – powiedziała i już miała zamykać drzwi, ale je przytrzymałem.
- Powiedz co jest… proszę. – powiedziałem delikatnym tonem i spojrzałem się jej w oczy.
- Ehh, wejdź. – obróciła się i usidła na kanapie w salonie, a ja zaraz obok niej.
- No więc?
- Więc, ja nie chciałam… tego…
- Nie musisz kończyć. Wiem, że to trudne. Sam chciałem Ci to zrobić. Przepraszam…
- Ty tak na poważnie? - zapytała nadal łkając.
- Tak i mogę Ci to udowodnić.
- Jak? – zapytała.

Zbliżyłem jej twarz do mojej. Powoli zacząłem zamykać oczy i się do niej przybliżać. Tym razem musiało się udać. Już tylko parę centymetrów. Milimetrów…

_________________________________________________________________________________

Pewnie domyślacie się co będzie dalej, ale...

Komentujcie!