wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 13

Macie jeszcze jeden, ja chyba dziś nie zabiorę się za ten angielski ;)


Wyjrzałam zza drzwi by zobaczyć na kogo Ross tak krzyczał. Moje domyślenia się sprawdziły. No bo kto to mógł być jak nie Jessica. Blondynka weszła do mieszkania.

- Oh, Rossy nie mów tak… - powiedziała zalotnym tonem.
- Mówiłem żebyś mnie tak nie nazywała. Czego chcesz? – zapytał, ale w przeciwieństwie do mnie – do niej zwracał się normalnym tonem.
- Mmm, Ciebie jak zawsze.
- No tak, ale po co przyszłaś?
- Podejdź tu! – powiedział blondynka i zaczepiła go palcem. – Rodzice w domu?
- Jak widzisz nie ma tu nikogo tylko ja sam. – powiedział po czym spojrzał się w stronę swojego pokoju prosto w moją twarz.
- No to chodź tu! – powiedział blondynka po czym pocałowała go w usta. Później jak zauważyłam Ross’a trochę poniosło. Wyglądał jakby wiercił dziurę swoim językiem w jej ustach. Niby nie chciało się tego oglądać, a jednak nie można było oderwać oczu. Blondyn wziął ją pod tyłek i zaczął iść w stronę schodów.

 Chyba zapomniał o jednym drobnym fakcie. Ja jestem na górze! Blondyn idąc po schodach całował jej szyję. Próbowałam zwrócić jego uwagę, ale Ross mnie nie widział. Postanowiłam podjąć radykalne środki. Wzięłam jakiegoś dziwnie wyglądającego pluszaka z łóżka i rzuciłam w jego głowę, co było dość ryzykowne, ponieważ mogłam trafić Jessicę. Ross od razu się ocknął i jak ten debil zaczął schodzić na dół.
- Emm… Ross co ty robisz? - zapytała zmieszana Jessica.
- Wiesz, przypomniałem sobie, że na górze mam okropny bajzel.
- Myślisz, ze bym go zauważyła?
- No nie wiem… słuchaj, a teraz na poważnie! – powiedział i odłożył dziewczynę powrotem na kanapę. – Czy ty… no wiesz… czy ty jesteś w tej… no… - Ross drapał się nerwowo po głowie i nie mógł wykrztusić słowa.
- Chodzi Ci o to? – zapytała dziewczyna i podała blondynowi małą, białą rzecz. Domyślałam się co to jest. – I co nie cieszysz się? - dopytała ze smutkiem.
- Wiesz, nie mam pewności, ze to moje dziecko! – powiedział Ross zaprzeczającym tonem.
- A niby czyje?
- Jessica słuchaj… - powiedział Ross i przyklęknął jak prawdziwy dżentelmen. – Nie będę się zajmować tym dzieckiem. Wiesz po pierwsze nie uważasz, ze jesteśmy trochę za młodzi. Trzecia klasa gimnazjum? Ja nie dam sobie rady. Po drugie: Ja robię karierę. Co sobie pomyślą fani i media?

Zdziwiła mnie dość dorosła postawa Ross’a. No może nie chodzi o to co powiedział, bo to było raczej dość dziecinne, ale to w jaki sposób to powiedział. Nie wypaplał tego od razu. Powiedział to tak… dorośle? Nie coś tu nie gra…
- No, ale Ross, przecież…
- Dobra. Po co ja tak kręcę. Nie mam nic wspólnego z tym dzieckiem. Nawet nie wiem czy jest moje! Nie będę zajmował się tym bachorem! – bum! Czar prysł! Powrócił stary Ross!
- Uważasz, ze się puszczam? – zapytała oburzona dziewczyna.
- Nie, nie… A co ty myślisz? Wystarczy, ze kiwnę palcem, a ty już jesteś. Może tylko ja tak na Ciebie działam. W końcu spójrz na mnie. Klata jak u pirata, do tego sławny! Masz szczęście, ze w ogóle na Ciebie patrzę. – powiedział. No tego to się nie spodziewałam, a myślałam, ze słyszałam już wszystko z jego ust. Myślałam, ze obraza tylko tych, których uważa za kujonów. A tu proszę kolejny raz dowiedziałam się o nim czegoś nowego.

- Doigrałeś się! Wszystko powiem matce i policji!
- No i dobrze! Zobaczą jaka z ciebie zdzira!
- Tylko, ze Ciebie zamkną za gwałt! – krzyknęła blondynka, która już była przy drzwiach. Ross’a zatkało, ale nie dał po sobie tego poznać. Wypchnął ją za drzwi i całość przedstawienia dopełnił słowami „puszczalska suka” oraz środkowym palcem po czym zamknął drzwi z hukiem. Kopnął szafkę w przejściu, z której spadł wazon i rozbił się w drobny mak. Usiadł na kanapie i przykrył sobie twarz dłońmi. 

Bałam się zejść, albo w jakikolwiek sposób się poruszyć, ale musiałam coś zrobić. Powoli wstałam i zaczęłam schodzić na dół. Ross w ogóle się nie poruszył, więc uznałam, ze muszę wyjść z tego domu. Ale jak on sobie coś zrobi? Jane, to przecież Ross! Słyszałaś jak przed chwilą nazwał tą dziewczynę. Tacy ludzie nie są niczego warci. Ona też nie lepsza! Chce go oskaryżyć o gwałt, choć naprawdę nic takiego jej nie zrobił.

Dobra nie wyjdę. Ostrożnie podeszłam do kanapy.
- Wkopałem się co nie? – zapytał Ross
Strasznie się zlękłam, ponieważ nie przypuszczałam, że się odezwie.
- Jak mogłeś powiedzieć to tej dziewczynie? Przecież ona… - chciałam dokończyć, ale zauważyłam groźny wzrok Ross’a, więc uznałam, że nie warto zaczynać tematu. – Ale muszę przyznać Ci rację, że nie wiadomo czyje to dziecko. W końcu wiadomo jaka ona jest.
- Tak, ale przecież ona pozwie mnie o ten durny gwałt, co jest akurat świetnym wyjściem w jej przypadku, bo jej się nie oberwie, a mnie tak i to ostro.
- Przecież masz jeszcze ten test na ojcostwo…
- Nie wchodzi w grę! Żeby zrobić to badanie muszę iść z kimś dorosłym. A nie sądzę, by moi, jej lub nawet twoi rodzice by się zgodzili. Gdybym się o to zapytał od razu by runęła lawina pytań: po co Ci te badania?
- Wiesz… - zaczęłam, ale nagle zaschło mi w gardle. – Ja…ja… znam pewna dorosłą osobę, która na pewno nie zada pytań, ale nie zrobi tego za darmo.
Ross nagle się rozpromienił i wstał z kanapy. Spojrzał mi się w oczy. To mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Czułam jak pierś mi drga.
- No mów! Proszę Cię Jane! Od tego zależy moje… życie! Kasę mam! Ile będzie chciał?
- To jest… jest… pewien chłopak…
- Znam go? Z naszej szkoły?
- Znasz go. Nie za dobrze, ale znasz…
- Błagam mów kto to!

- Chłopak, którego wygoniłeś z mojego domu… Mówi ci to coś? Chodzi mi o Brandona.

________________________________________________________________________________

Piszcie co myślicie, bo naprawdę zależy mi na waszej opinii ;)


I mój ulubiony cytacik. Oj Ross nie ładnie zmieniać tekst Fallin For U


Rozdział 12

Dam go wam, ponieważ tak naprawdę żebym musiała zmusić się do robienia angielskiego to jest naprawdę wyczyn ; mam jeszcze pomysł na następny ;)

Rozdział XII
Cicha woda brzegi rwie.

Wróciłam do domu około 4.00 nad ranem. Po cichu weszłam na górę i zamknęłam się w pokoju. Czułam, że będę miała ostro przechlapane. Oczywiście jeśli rodzice mnie złapią, ponieważ jak się pracuje od godziny 6 do 23 to ciężko sobie porozmawiać z dzieckiem, a ja na pewno nie będę załatwiała takich spraw przez telefon. No cóż, co mogę zrobić, jak tylko położyć się i zasnąć. Włożyłam na siebie piżamę, związałam włosy, które były całe od piachu i weszłam do łóżka.

Obudziłam się o godzinie 9.00. Pierwsze co postanowiłam zrobić to wziąć prysznic. Zeszłam na dół i chciałam skierować się w stronę łazienki, ale moją uwagę przykuła mała karteczka, która leżała na stoliku od kawy. Wzięłam ją do ręki. Rozpoznałam pismo mamy:

„Jane naprawdę nam przykro, ze wczoraj tak postąpiłaś, ale Cię rozumiemy. Nie dostaniesz szlabanu pod warunkiem, że takie coś nigdy się nie powtórzy. Jeszcze życzyłabym sobie, żeby ten chłopak nie pojawiał się u nas w domu”
Kocham Cię, Mama

Odłożyłam karteczkę na stół. Mój Boże jakich ja mam wspaniałych rodziców. Jakby tak jeszcze mieli dla mnie czas. A Ross? Niech się o niego nie martwią i tak pewnie nieprędko tu wróci. Właściwie jestem pewna, że nigdy już tu nie zawita.

Udałam się do łazienki. Ściągnęłam z siebie piżamę i weszłam pod prysznic. Woda była ani nie gorąca, ani nie zimna. Była idealna. Zmoczyłam swoje włosy i wypłukałam z nich cały piasek. Już chciałam brać szampon do ręki, kiedy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.

- To pewnie JJ. Miała oddać mi mój zeszyt od matmy. - powiedziałam do siebie.
Owinęłam się ręcznikiem i zeszłam na dół otworzyć drzwi.

- Hej JJ, dzięki za… Ross!? Co ty tu robisz? - spojrzałam ze zdziwieniem na blondyna, który stał w drzwiach. Na nieszczęście musiałam paradować w ręczniku akurat przed nim.
- W sumie, nie wiem, ale myślę, ze przyszedłem w odpowiednim momencie. – powiedział przygryzając dolną wargę.

Trzasnęłam mu drzwiami przed nosem. Nie dość już nawyczyniał ostatniej nocy? Nie miałam ochoty po raz kolejny patrzeć na tego gamonia w dodatku jak byłam w ręczniku. Ross zaczął walić w drzwi, ale ja byłam nieugięta, jednak po 5 minutach miałam tego dosyć. Znów podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- No dobra wchodź.
Ross wszedł do domu i stanął na holu.
- Możesz chwilę poczekać? – zapytałam.
- Nie. Nie mam czasu. Jak wiesz jestem rozchwytywany. – powiedział blondyn chamskim tonem.
- Skoro nie masz czasu to po co…
- To po co zaprzątam sobie głowę takimi osobami jak ty? Bo mi wolno! Słuchaj przejdę od razu do rzeczy. Musisz dawać mi te korepetycje.
- Chyba śnisz!
- Nie, nie śnię. Będzie jak powiedziałem.
- Kim ty jesteś żeby mi rozkazywać?
- Jestem kimś kto wie czego chce! A teraz chodź dać mi te korki.

Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Tak szczerze to trochę się przestraszyłam, ponieważ Ross zazwyczaj mówił coś używając chamskiego tonu, a nigdy nie mówił tonem typu „zrób to albo Cię zabiję”. 
Dostał tego czego chciał. Byłam zbyt przerażona, żeby mu odmówić.

- No… dobra. Zgadzam się, ale musisz zaczekać, ponieważ muszę się ubrać, umyć… - powiedziałam i posadziłam Ross’a na kanapie. Jak zwykle jak to on założył nogi na stół i włączył telewizor. Nie miałam siły protestować. Westchnęłam tylko i udałam się z powrotem do łazienki. 
Weszłam pod prysznic i umyłam włosy. Później je wysuszyłam. Jak zwykle one musiały być proste jak druty! Nie wiem, czemu dziewczyny z lokami narzekają na swoje włosy. Ja nigdy nie lubiłam moich drutów. 

Zawinęłam ciało w ręcznik i wyszłam z łazienki. Skierowałam się w stronę pokoju i zaczęłam się ubierać.
- Fajny widok. – powiedział Ross, który właśnie stanął w drzwiach. – Tylko szkoda, że znowu muszę oglądać Ciebie jako babo-chłopa – przegiął.
- Szkoda, że zawsze muszę oglądać Ciebie jako napalonego cwaniaka i chama. – dogryzłam.
- Oh, przestań! Mówię prawdę! Nie masz nic innego w tej szafie? – powiedział o czym otworzył moją szafę i zaczął przeglądać rzeczy. – Bluza, bluza, T-shirt… Słuchaj czy ty przypadkowo nie jesteś transwestytką? Bo twoja szafa wygląda jak moja.
- Nie, nie jestem. Nie lubię tych wszystkich opinających ciało ciuszków.
- I naprawdę nie masz nic innego?

Lekko się zamyśliłam i odruchowo spojrzałam w stronę łóżka. Pod łóżkiem kryła się szufladka, w której trzymałam rzeczy na „specjalne okazje”, przynajmniej ja tak to nazywałam. Tak naprawdę była to szafka, gdzie leżały wszystkie rzeczy, które dostałam po swojej kuzynce, która bardzo lubiła eksponować swoje ciało, oraz kilka rzeczy, które dostałam od Brandona wtedy kiedy jeszcze…
- Czemu się tam patrzysz? – zapytał Ross podejrzliwym głosem.
- Ja? Nigdzie się nie patrzę…
- Właśnie, że nie… Patrzyłaś się pod łóżko. – wskazał palcem na łóżko i do niego podszedł. – Co tam kryjesz!?
- Nic takiego… - powiedziałam pewnym siebie tonem.
- Więc, nie obrazisz się jak zerknę?
- Nie! – rzuciłam ostrzegawczo, ale było już za późno, bo blondyn już wysunął szufladę.
- Łohohohoł. No nieźle! – krzyknął pełen podziwu. Nie dziwiłam mu się. W końcu co innego mógł powiedzieć napalony facet, kiedy znajduje u dziewczyny, która nosi się jak chłopak – gorsety, szorty, miniówki i tym podobne bzdety.

Strasznie się zawstydziłam. Schowałam twarz w dłoniach i ledwo mogłam wystać.
- Zakładaj to! – powiedział blondyn i rzucił we mnie koszulką na ramiączkach i spodenkami z flagą Ameryki.
- Nigdy w życiu!
- Dobra, ja Ci to założę! – powiedział blondyn i wstał.
- Dobra, dobra wygrałeś. – krzyknęłam i odepchnęłam od siebie chłopaka. – ale już nigdy mnie nie będziesz do niczego zmuszał.
- Hmm… chyba za dużo oczekujesz. Ale mogę się skupić na korkach.
- Pfff… to twoja sprawa czy się skupiasz czy nie.
- No proszę, a jak przyrzekam, ze Cię już nigdy nie rozbiorę?
- Nie wierzę Ci!
- Nie przekonasz się póki nie spróbujesz?
- Dobra… - wydukałam z trudnością. Wzięłam rzeczy od chłopaka i już chciałam się skierować do łazienki, kiedy nagle usłyszałam kolejny okrzyk zdziwienia. No nie! Blondyn wygrzebał spod mojego łóżka moje najwyższe koturny, które dostałam od kuzynki na urodziny. Nigdy ich nie założyłam.
- Załóż je do tego! - powiedział stanowczym, lecz błagalnym tonem.
- Ale…
- Czekam na dole! Przyjdź jak się przebierzesz. Pójdziemy do mnie!
- Na naukę oczywiście. – dokończyłam za blondyna z poczciwym uśmiechem.
- Kto wie może przerodzi się w coś innego?
- Ugrh! – krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami od łazienki. Ubrałam na siebie najpierw białą bluzkę! Mój Boże jaki dekolt! Ja nie dam rady! Wiem, że Ross widział mnie praktycznie nago, ale ja się w tym źle czułam. Dobra przyszedł czas na spodenki. Kiedy je założyłam poczułam, że odkrywają mi połowę tyłka! No dobra, pora na koturny. Najgorsze jest to, że praktycznie nie umiałam w nich chodzić. Kilka razy okrążyłam łazienkę, aż w końcu nabrałam trochę wprawy. No dobra Jane! Wychodzimy. Zeszłam po schodach. Ross jak zwykle zagościł się u mnie i spokojnie oglądał mecz superbowla. Usłyszał, ze schodzę i kiedy się na mnie spojrzał, muszę przyznać opadła mu szczęka. Wpatrywał się we mnie tymi brązowymi oczami jak w jakiś erotyczny obraz.
- Nie wierzę! Nie możesz zawsze się tak nosić?
- NIE! A teraz czy możemy już iść? – zapytałam z poirytowaniem.
- Tak, tak…
Zakluczyłam dom i poszliśmy ulicą. Cały czas albo podciągałam bluzkę do góry, albo obciągałam spodenki na dół.
- Oh przestań! - powiedział Ross i wziął moje ręce, po czym je opuścił, tak, żebym przestałą się poprawiać- Nie możesz się zachowywać jak dziewczyna? Nie rób mi siary i tak już muszę pokazywać się z tobą na ulicy. – powiedział tym samym chamskim tonem co zazwyczaj.
- Przepraszam, że poszedłeś do mojego domu i mnie stamtąd wyciągnąłeś! – krzyknęłam z oburzeniem.
- Cicho bądź! Nie wydzieraj się na całą ulicę!

Reszta drogi przebiegła w milczeniu. Kiedy doszliśmy do jego domu oczywiście sama musiałam otworzyć sobie drzwi, bo nasz gwiazdor ani trochę nie przejawiał swojego „ukrytego” dżentelmena.
Poszliśmy na górę. Wyjęłam książki i rozłożyłam je na stole. Już mieliśmy siadać do nauki, ale na dole zadzwonił dzwonek. Nikogo nie było w domu, więc Ross poszedł otworzyć. Zszedł po schodach. Minutę później usłyszałam krzyk blondyna:

- Wynoś się stąd! 

_________________________________________________________________________________

Tak więc muszę powiedzieć, ze jeszcze nie wiem kogo ustawię tam na dole. Mam 2 lub 3 opcje, ale spróbujcie się domyślić ;)

Komentujcie!

PS: Widać, że mój blog ;)



poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 11 cz.2

Rozdział XI
Tak się kończy igranie z ogniem

- Rossy? – powiedziałam z ironią w głosie. Miałam na celu wkurzyć blondyna za to co mi zrobił. Za rozbieranie mnie, ochlapanie mnie alkoholem, ukrycie mi rzeczy, skłócenie mnie z rodzicami, należało mu się coś więcej niż tylko nazwanie go „Rossy”. Wstałam. Ross na szczęście zasnął, więc mnie nie słyszał. 

Podeszłam do morza i napełniłam pustą butelkę po wódce. Podeszłam do Ross’a i bez zastanowienia wylałam na niego całą zawartość.
- AAA! Co ty robisz?! Cholera!
- To za to wszystko za rodziców, za ukrycie mi rzeczy za oblanie mnie wódką! Proszę bardzo!
- Myślisz, że mnie to rusza? Na nic twoje nadzieje mała! – powiedział po czym zaczął mnie gonić po całej plaży. Pech chciał, ze był szybszy. Ross potknął się i upadł na mnie.

- Ała!
- I co? Mówiłem, żadna się mi nie oprze! Nawet ty! Wiedziałem, ze w końcu zmiękniesz.
- Nigdy! Nie rozumiesz, że mi się nie podobasz? No tak jesteś przystojny, ale charakter masz paskudny…
- To czemu tak do mnie zarywasz. Oblewasz mnie wodą, a przed chwilą chciałaś spać…
- Należało Ci się! Za tą wódkę chociażby…
- A zrobisz mi coś jak zrobię tak? – powiedział blondyn i zaczął zdejmować mi bluzkę.
- Wiesz, co? Zdejmowałeś ze mnie rzeczy wiele razy. Może byś wymyślił coś innego, żebym mogła na ciebie nakrzyczeć.
- Wiesz tego jeszcze nie robiłem… - powiedział i zbliżył swoją twarz do mojej.
- I nie zrobisz! - Powiedziałam i zakryłam swoje usta…
- Jak chcesz! Twoja strata… - powiedział po czym po raz kolejny próbował ściągnąć mi bluzkę.
- Już mnie to nie rusza. – powiedziałam stanowczym tonem.
- Hmmm… już wiem. – powiedział i wstał ze mnie. Ściągnął swoje szorty. Teraz był już tylko, w samych bokserkach, które były…
- Różowe? – zapytałam z obrzydzeniem.
- Wiesz, nie będziesz musiała długo na nie patrzeć… - powiedział po czym zaczął je ściągać.
- Nie! Ja nie chce na to patrzeć! – powiedziałam i zaczęłam zasłaniać się rękami. – Jesteś nienormalny! Zakładaj je! – nie mogłam na to patrzeć.
- Ja nie wstydzę się swojego ciała. – powiedział po czym znów się na mnie położył, a właściwie klęczał nade mną, ponieważ odpychałam go od mojego ciała. Nie no tego było już za wiele. Do tego zaczął mnie masować po prawym udzie. Szybko wywinęłam się z jego „sideł” i pobiegłam w stronę koców.

- Wiesz co, żarty to jedno, ale ty jesteś nienormalny! Zakładaj to powrotem! – krzyknęłam z oburzeniem nadal zasłaniając się rękami..
- O nie! Widzisz pokrzyczałaś na mnie! Spełniłem twoją prośbę, teraz ty spełnij moją! – powiedział i podbiegł do mnie. Szybko odwróciłam się do niego tyłem i zasłoniłam oczy.
- Od tyłu tez mogę wejść! – powiedział i zaczął szarpać mi spodenki.
- Ross! Zostaw! ZOSTAW POWIEDZIAŁAM! -  krzyczałam z całej siły, ponieważ to co on teraz wyprawiał to było już za wiele.
- No i co? Pamiętaj nigdy nie ufaj Bad boy’owi zwłaszcza takiemu jak ja. Uwierz ja nigdy się nie zmienię! Hej gdzie ty lecisz?! – krzyknął, ponieważ zaczęłam uciekać w stronę Littletown.
- Do domu! Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
- Dobra! – krzyknął oburzony. – Ale pamiętaj jutro przychodzę na korepetycje! - dodał używając tego okropnego tonu cwaniaka.
- Jestem ciekawa jak moi rodzice na to zareagują?
- Wiesz… - ale nie skończył bo zobaczył jak odwrócona pokazuję mu mój środkowy palec. Już widziałam jego minę. Jestem pewna, że żadna dziewczyna jeszcze z nim tak nie postąpiła.
- Pizda! – krzyknął wściekły. Było słychać, ze tym razem nie żartuje. Brawo Jane! Właśnie przekreśliłaś swój ostatni rok w gimnazjum. Teraz on nie da Ci spokoju. A do tego jeszcze te korki. Już się boję jak to się potoczy. Ale zaraz... mam na niego haka. Tylko ja mogę zapewnić mu alibi, ze w czasie kiedy obracał Jessicę, tak naprawdę był u mnie.

Odwróciłam się w jego stronę. Na szczęście był już w bokserkach. Spojrzał się na mnie tym samym pogardliwym wzrokiem co na początku roku, kiedy siedziałam z nim w ławce.
- Czego się gapisz idiotko? Co nie masz na co oka zarzucać. Takie jak ty powinny mi płacić za to, że mogą na mnie patrzeć. – Ross był naprawdę wściekły. I to tak naprawdę, naprawdę. Chyba mam przechlapane, ale postanowiłam, ze wyciągnę mojego ostatniego asa, którego trzymałam w kieszeni.
- Gadaj zdrów! – powiedziałam i rzekomo się odwróciłam, po czym dodałam. – I pozdrów ode mnie Jessicę oraz jej… chwila… wasze dziecko! – spojrzałam na Ross’a, który wyglądał jakby spadła na niego łaska Boża. Po moich słowach stał jak wryty na środku plaży z kocem w ręku.
- Czekaj!

- Nie, nie czekaj! Teraz to musisz się bardzo postarać, żebym dała Ci to zasrane alibi, a jeszcze bardziej, żebym dalej Cię uczyła! A tak nawiasem mówiąc, powodzenia w poniedziałek na teście z chemii, bo ja na pewno Cię tego nie nauczę. Może jak w końcu, coś nie wyjdzie naszej gwieździe to przejrzy na te gwiazdorskie oczy! – powiedziałam po czym wróciłam do domu. Słyszałam jakieś przekleństwa rzucane w moją stronę, ale mało mnie to obchodziło. Teraz to ja miałam go w garści.

_________________________________________________________________________________

I jak wam sie podobało? Chciałam zrobić trochę inaczej, ale jednak poszłam w tę stronę. Wiec nasz Naughty Boy nigdy się nie zmieni? To się okaże!

Komentujcie moi drodzy! Jeśli będzie dużo komentarzy to jutro dam next, ponieważ jutro mam mnóstwo roboty i nie wiem czy sie wyrobię z napisanie, chyba, że mnie przekonacie ;)

Rozdział 11 cz.1

Hej chciałam powiedzieć, dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą dodałam zakładkę bohaterowie, oraz spis treści do łatwiejszego szukania rozdziałów ;)


 Obudziłam się o drugiej w noc, czyli jakoś po godzinie mojego snu. Poczułam, że Ross mnie delikatnie obejmuje. Jej! Dawno mnie nikt tak nie obejmował! Czułam się taka… bezpieczna. Jane! Halo! Ziemia do ciebie. To Ross! Ten sam Ross, który już dwa razy próbował Cię przelecieć, do tego przez niego, teraz śpisz na tej plaży i zamarzasz.

Czułam, że poziom alkoholu mi opada, ponieważ, moja głowa bolała mnie coraz bardziej. Wzięłam rękę Ross'a i delikatnie odłożyłam na bok by go nie obudzić. Było okropnie zimno, ale piasek miałam dosłownie w każdym zakamarku mojego ciała, dlatego zadecydowałam się opłukać. Weszłam do wody po kolana. Spojrzałam do tyłu na Ross’a by sprawdzić czy nadal śpi. Leżał jak zabity, więc pomyślałam, że chyba mogę się rozebrać do naga, a przynajmniej zostać w samych majtkach. Zdjęłam z siebie bluzkę, spodenki oraz stanik. Wiem, ze woda była słona, ale to i tak było lepsze od piasku, który gilgał moje ciało. Pluskałam się tak przynajmniej z 15 minut. Po chwili zrobiło mi się zimno, więc chciałam wychodzić. 
Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Wrzasnęłam na cały głos.

- Spokojnie to tylko ja! Wiesz jak chciałaś tu odstawiać takie przedstawienie, to mogłaś mnie obudzić. Chętnie bym sobie popatrzył. – powiedział blondyn zalotnym tonem.
Szybko się do niego odwróciłam i przywarłam do niego gołym ciałem.
-Emm… co ty robisz? – zapytał trochę zmieszany. - Nie, że mam coś przeciwko! - dodał.
- Wiesz, kiedy jestem tak przywarta, przynajmniej nie możesz na mnie patrzeć.
- To ty tak sądzisz…
Rozglądnęłam się w poszukiwaniu moich ciuchów, jednak nigdzie nie mogłam ich dojrzeć.
- Gdzie masz moje rzeczy?
- No zgadnij. Wiadomo, że je schowałem.
- Oddaj mi je!
- Jak dasz mi popatrzeć…
- Nigdy!
- No to ich nie zobaczysz! Powodzenia przy wracaniu do domu! -  powiedział blondyn z ironią po czym próbował wyrwać się z moich objęć, ale niestety przywarłam tak mocno, że za żadne skarby bym nie puściła. – Ej, puszczaj mnie!
- Oddaj mi ciuchy!
- W życiu!
- Słuchaj pomogę Ci z tą Jessicą, tylko daj mi chociaż bluzkę.
- Stanik…
- Stoi!
- Ale musisz mnie puścić!
- Chciałbyś! Idziemy tak!
- Co ty? Zakochałaś się?
- Skąd wiedziałeś? – zapytałam w ironicznym uśmiechu. – A teraz marsz po moje rzeczy! – krzyknęłam i wskazałam na ląd.

Podeszliśmy do koców gdzie blondyn ukrył moje rzeczy.
- Odwróć się!
- Nie będziesz mi mówiła co mam robić!
- Chyba jednak będę! A teraz się odwróć! – krzyknęłam.
- Dobra, dobra! – powiedział blondyn unosząc ręce do góry i odwracając się w stronę miasta. – Ale nie wiem czemu się kryjesz?
- Żeby tacy jak ty za szybko się nie podniecili – powiedziałam po czym założyłam bluzkę która również udało mi się odzyskać. - A teraz powiedz co chcesz zrobić? – zapytałam blondyna.
- Ale o co Ci chodzi?
- No o tą twoją blondynę!
- No co. Zrobiłem jej dziecko, urodzi się, będę płacił alimenty i tyle bachora zobaczę.
- To twoje dziecko! Nie możesz tak mówić!
-  Ale ja go nie chcę!
- Słuchaj mogę Cię o coś spytać? Dlaczego ty z nią spałeś skoro jej nie kochasz.
- To ja teraz muszę jeszcze kogoś kochać, żeby się z nim przespać? Wolne żarty!
- Wiesz, wypadałoby. Bo teraz ta dziewczyna, ma zawaloną swoją przyszłość, a ty mówisz, że będziesz jej płacił alimenty, bo nie chcesz znać tego dziecka. Dlaczego to zrobiłeś?
- Bo byłem podniecony! To chyba jasne!
- No tak ale przez kogo, tak musiałeś się spuścić, że aż guma pękła!? – zapytałam.

- Ty! Ty mnie tak podnieciłaś! Masz niezłe cycki, fajny tyłek do tego zgrywasz niedostępną i jak facet ma tu nie tracić głowy? - wykrzyknął Ross, na jednam wdechu. Nie ukrywam, że mnie to trochę zaskoczyło.
- To znaczy, że…
- To przez ciebie to dziecko! - dodał. Że co, przepraszam?
- Ohh, przepraszam, że przez moją figurę musiałeś wyruchać jakąś dziewczynę, tak ze aż guma pękła. Masz racje to moja wina!
- Oj dobra… problematyczka!
- Coraz gorsze te twoje obelgi! Staczasz się!
- No dobra widzisz nie jestem taki znowu straszny. Otwarta księga, ale teraz ty masz coś do powiedzenia, czyż nie? – zapytał Ross, a ja okropnie się przeraziłam.
- Co masz na myśli?
- Ten koleś… Kto to?
- Wiesz chyba powinniśmy iść jeszcze spać…
- Czemu odbiegasz od tematu?
- A czemu ty musisz wiedzieć?
- Bo taki jestem!
- Zostaw mnie w spokoju!
- Dobra, ale to zabieram. – powiedział, podszedł do mnie i ściągnął mi bluzkę. – I co? Powiesz w końcu? – zapytał.
- Chciałbyś… - powiedziałem po czym położyłam się na kocu.
Po chwili Ross rzucił we mnie moją bluzką z całej siły i sam znów położył się koło mnie. Minęło 20 minut, a ja nadal nie mogłam spać. Odwróciłam się w stronę Ross’a. Zobaczyłam, że blondyn też nie śpi tylko patrzy się w niebo. Po chwili usiadł i wyjął spod jednego koca litr czystej wódki.
- Chyba nie chcesz teraz pić?
- Oczywiście, że nie… chce zobaczyć czy jak wleję ją do morza, to odpłynie… Jasne, że chce się napić. – powiedział i otworzył butelkę.
- Dlaczego ty zawsze musisz łamać zasady?
- A ty dlaczego zawsze ich przestrzegasz?
- Ymmm… Bo tak chcę! – powiedziałam.
- No widzisz moja odpowiedź brzmi tak samo. – stwierdził, po czym wziął głęboki łyk. – Chcesz?
- Nie, dzięki dziś już chyba starczy…
- Twój błąd! – powiedział po czym wylał na mnie całą zawartość butelki.
- AAA!!! CZYŚ TY OSZALAŁ DO RESZTY! CO TY CZŁOWIEKU WYRABIASZ?
- Teraz już musisz się rozebrać! – powiedział Ross upartym tonem.
- Nigdy!
- Wiesz policja szybko wywącha alkohol. Potem sprawdzi twój oddech oraz poziom alkohol we krwi i skończy się opinia dobrej dziewczynki…
- Dobra! Wygrałeś! – powiedziałam po czym poszłam do wody.
- Halo, a ty gdzie?
- Do wody! Muszę się jeszcze opłukać! – powiedziałam i udałam się w kierunku morza.

Ściągnęłam z siebie wszystko, opłukałam się i wróciłam do Ross’a zasłaniając biust rękami. Oczywiście nastolatek kiedy do niego podchodziłam przygryzał wargę zębami. Położyłam się na brzuchu.
- I widzisz nie było tak strasznie! – powiedział nastolatek zadowolony. Nie odezwałam się ani słowem. – Ej no weź się nie obrażaj! – powiedział Ross błagającym tonem, ale ja byłam nieugięta. Po 10 minutach poczułam, że Ross mnie szturcha.
- Jeszcze się nie napatrzyłeś? – powiedziałam oburzonym tonem i odwróciłam głowę w jego stronę. Widok całkowicie mnie zszokował. Ross Lynch, ten Ross Lynch, fagas, cham, bufon, szpaner, oddaje mi właśnie swoja bluzkę. – Ale…
- Bierz i nie gadaj! Nie mogę Cię tutaj mrozić! – powiedział chamskim tonem i znów położył się na plecach. Szybko ubrałam na siebie koszulkę i również położyłam się na plecach.
- Wiesz, ja już chyba dziś nie zasnę! Za dużo dobrych i złych wrażeń.
- Dobrych i złych wrażeń?
- No, te złe z powodu ciąży Jessicy, a dobre bo w końcu zobaczyłem twoje cycki i do tego przytulałaś się do mnie naga. Nawet niezła noc, jak na taką kujonkę. – powiedział.

Tak, niezłą noc. Pomijając napalonego Ross’a który wylał na mnie litr wódki w sumie nie było tak źle. Żartuję! Było fatalnie! Ale nareszcie ta okropna noc dobiegała końca. A koniec nie był wcale taki zły. W sumie to był do zniesienia. Jak na Ross’a, to było całkiem nieźle.

_________________________________________________________________________________

Jak myślicie czy Jessica jest w ciąży? I co dalej będzie z Jane i jej problemem z rodzicami oraz Brandonem?

Dziś prawdopodobnie dam rozdział na tym blogu oraz na moim nowym ale jeszcze nie powiem jak się nazywa.

Komentujcie ;)




niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 10


Szłam z nim do jego domu. Było trochę chłodno, ale raczej żmudne były moje nadzieje, ze ten kasanowa da mi choćby rękaw od kurtki. I miałam racje. Przez całą drogę dogryzał mi słowami "zanim wybiegłaś z domu mogłaś wziąć swój ręcznik z kaloryfera, który tak kochasz". Jednak potem zobaczył, że już mnie to ani nie bawi, ani nie denerwuje, więc dał sobie spokój. W końcu podeszliśmy pod jego dom.

- Proszę damy przodem! – powiedział po czym się skłonił. Już chciałam przejść kiedy nagle Ross, przebiegł koło mnie. – Żartowałem!
- Haha! Nie śmieszne… - powiedziałam z irytacją.
Ross walił w drzwi krzycząc, że mają otwierać.
- Nie możesz po prostu zadzwonić?
- Chyba dawno się przekonałaś, ze ja odbiegam od zasad… - powiedział Ross, kiedy drzwi się otworzyły.
Tym razem otworzył jeszcze inny członek rodziny.
- Ross wreszcie… ooo! Kto to? – zapytał długowłosy brunet.
- To ten no… nie czekaj! Ja pamiętam! Jasmine!
- Jane! Cześć! – skierowałam rękę do jak przypuszczałam brata blondyna.
- Cześć… Rocky jestem. Ross po co ją przyprowadziłeś?
- Rodzice w domu?
- Nie…
- No widzisz na imprezę ja przyprowadziłem! Rodzice ją z domu wywalili!
- Nie prawda! Po prostu trochę się wkurzyłam, a wszystko przez… - chciałam już powiedzieć, ale Ross zasłonił mi usta ręką.
- Nie poskładała prania! – powiedział po czym wepchnął mnie do domu i szepnął na ucho. – Słuchaj moje rodzeństwo myśli, ze zawsze kiedy gdzieś idę to do biblioteki na korki, więc niech dalej sobie myślą, że jestem aniołkiem…
- A co będę z tego miała?
- Wiesz co mogę Ci zaoferować, ja i mój dolny kolega, chętnie się tobą zaopiekujemy.
- Wiesz, chyba jednak zadowolę się nazywaniem Cię Rossy.
Ross już chciał coś powiedzieć, ale weszłam do salonu. Rocky przedstawił mi Rydel i Riker’a, których już kiedyś poznałam oraz jakiegoś szatyna z grzywką o imieniu Ellington, który okazało się, że nie należy do rodziny. Nie ukrywam, ze nawet mi się on spodobał.

- No to co robimy? Może jakiś horror? – zapytał Riker.
- Nie, przecież Ross nie lubi…
Spojrzałam się na Ross’a z niedowierzeniem. Ten szpanujący swoim ciałem, nieustraszony i wiecznie pyszny bufon boi się zwykłych horrorów? No nie wierzę!
Ross spojrzał się na mnie ze strachem. Poznałam jedną, no w sumie drugą z tajemnic, jeślibym miała liczyć sex-notes.
- Nie, nie chcę filmów, znudzi nam się szybko… - powiedział Ellington. – Może, pogramy w butelkę? – zapytał.
- Mamy, tu tylko jedną dziewczynę, bo sorry, ale ja z wami całować się nie będę. – powiedziała Rydel do braci.
- Wiesz możemy dawać różne wyzwania. Rodziców nie ma więc możemy się zabawić. Pytanie tylko czy Jane tez chce? – zapytał Rocky, kierując twarz w moją stronę.
Całe rodzeństwo spojrzało na mnie. Co miałam powiedzieć? Nie chcę, przyszłam do waszego domu, bo tak kazał mi wasz brat? Poza tym nie chcę się całować z Ross’em, bo przed chwilą chciał mnie zgwałcić? Nie, nie szantaż zostawię sobie na kiedy indziej.
- Jasne.
- Dobra, to kręcisz pierwsza.
- Nie, proszę ja mam zawsze kiepskie pomysły na wyzwania.
- A myślisz, że my jakie? Ross zwykle zostaje w samych bokserkach smażąc naleśniki i recytując „Redutę Ordona”, wiec wiesz…
- No dobra… - usiadłam i zaczęłam kręcić butelką.
- Chwila… - powiedział Riker i pobiegł do kuchni. Po chwili wrócił z czystą wódką.
- Skąd to masz? – zapytałam.
- Z kuchni…
- Ale w Stanach alko jest dozwolone od 21 lat…
- No i co z tego? Jest piątek można zaszaleć! – krzyknął Riker i wziął łyka. – To tak na lepsze myślenie… - dodał po czym podał butelkę siostrze.
- Święte rodzeństwo co? – zapytałam z irytacją Ross’a.
- Myślałaś, że mówię prawdę? Uhh, chyba nadal mi zbyt ufasz… - stwierdził Ross po czym pociągnął ostro z butelki i podał ja do mojej ręki. – No pij dalej!

Wzięłam butelkę do ust i wypiłam kilka łyków. Po chwili zaczęła się zabawa. Kręciłam butelka pierwsza i wypadło na Rockiego, więc wymyśliłam, że musi wsypać sobie kostki lodu do bokserek i zatańczyć tango. Oczywiście alkohol, którego wypiliśmy trochę więcej niż parę łyków z jednej butelki - zaczął działać.
Po pół godzinie butelką kręciła Rydel. Wypadło na Ross’a.

- Rossy mój kochany bracie. Bierz swoją koleżankę na plażę i spędźcie tam noc. Oczywiście macie tylko tam spać, żeby wiecie… nic wam nie przyszło do głowy.
Z powodu promili, które krążyły po naszych żyłach Ross, bez żadnych „ale” wstał, wziął mnie na ramiona i wyszliśmy z domu. Ross wziął tylko parę koców i karimatę. Niósł mnie tak przez całe miasteczko Littletown, aż w końcu doszliśmy na plażę.
- Postaw mnie już! Hahha! Postaw!
- O nie! Kazała nam spędzić noc razem!
- Mamy tylko tu spać!
- Ty rozumiesz po swojemu ja po swojemu. Mnie nie można ufać! – powiedział Ross po czym ściągnął mi bluzkę. Na szczęście jakoś jeszcze dałam radę i uciekłam do wody. Ross szybko mnie dopadł i teraz ja leżałam na piasku, a on będąc nade mną podpierał się rękami. Delikatnie zaczął zbliżać się do mojej twarzy. Już był tylko parę centymetrów, milimetrów, mikromilimetrów…, ale ja się nie dałam, szybko odepchnęłam chłopaka i uciekłam dalej. Nagle zauważyłam, że Ross mnie nie goni. Zobaczyłam, że rozmawia z kimś przez telefon. Po chwili upadł na piasek. Podbiegłam do niego ze śmiechem.
- Co Rossy? Słaba główka?
Ale Ross się nie śmiał tylko zakrywał twarz. Podeszłam do niego. Nawet usiadłam na nim okrakiem. Powoli zdjęłam mu koszulkę. Nie wiedziałam co robię. Ale nagle Ross zrzucił mnie ze swojego ciała. Wylądowałam na mokrym piasku.
- Hej co się stało? Nie tego chciałeś?
- Jessica dzwoniła…
- No i co z tego! Teraz ja tu jestem. – powiedziałam kompletnie pijanym głosem.
- Powiedziała, że guma którą wyrzuciłem do kosza była pęknięta. Podejrzewa, że jest w ciąży.
Zamurowało mnie, ale z powodu nietrzeźwości paplałam trzy po trzy.

- No w końcu się doigrałeś! Dziewczyna to nie erotyczna zabawka.
- Słuchaj musisz mi pomóc!
- Ja?! Niby jak?
- No musisz powiedzieć, że wtedy byłem z tobą na korkach…Takie wiesz, alibi.
- Kretynie jest takie coś jak test na ojcostwo.
- Zrobię co chcesz! Proszę…
Ross prosił jeszcze długo, ale co ja mogłam zrobić po pijanemu? Nagle zwymiotowałam na piasek, po czym udałam się w stronę koców, rozłożyłam je na piasku i poszłam spać.
- Jane…
- Zostaw mnie w spokoju! Nie wiesz czy jest w tej ciąży czy nie. Daj mi wytrzeźwieć. Pogadamy jutro! Teraz śpij! – powiedziałam. Ross położył się koło mnie i mocno mnie do siebie przycisnął. – Nie koło mnie!!! Odwal się zboczeńcu!
- Proszę! Chociaż to dla mnie zrób…
- Czyli co?
- I tak mieliśmy spać koło siebie, a nawet ze sobą…
- Rób co chcesz! Tylko… spij już! – powiedziałam i odwróciłam się w stronę morza. Czułam jak Ross masuje mnie po tyłku i udach, jednak nie miałam ochoty protestować. I tak wiem, że nic mi nie zrobi. Zbyt się wkopał chłopaczyna.  Przez tą noc nie będzie myślał już o niczym innym niż Jessica.

_________________________________________________________________________________

Taka mała komplikacja moi drodzy ;)


Rozdział 9



Oczami Ross’a
Musiałem wrócić do jej domu po te cholerne książki, bo musiałem się uczyć na weekend. Tak to prawda ja będę się uczył. W końcu kiedyś muszę poprawić te nieszczęsne oceny.

Byłem już pod jej drzwiami. Zadzwoniłem dzwonkiem do drzwi. Nikt się nie odzywał i światło też się nie zaświeciło. Zadzwoniłem ponownie. Znowu nic. Pomyślałem, że wejdę do środka. W końcu chyba Jane nigdzie nie wyszła. O kurde, udało mi się zapamiętać jej imię.  Pewnie i tak zapomnę go za jakieś… stawiam na 5 minut. Wszedłem do jej domu. Cały parter był ciemny. Nigdzie nie paliło się światło i na górze to samo. Włączyłem światło na schodach i powędrowałem na pierwszy parter. Udałem się do pokoju szatynki. Usłyszałem, że wydobywa się z niego muzyka. Chwilę się jej przysłuchałem. The Script? Ona słucha takich zespołów? Zapukałem do pokoju. Nikt nic nie odpowiedział. Powoli otworzyłem drzwi. W nim również panował mrok. Jane siedziała tyłem do drzwi oparta o łóżko. Nagle usłyszała moje kroki i się wzdrygnęła.

- Kto to?! – krzyknęła.
- To tylko ja, Ross. – powiedziałem. – Mogę zapalić światło?
- Czego chcesz? Wynoś się stad! Nie dość już zrobiłeś?
- Masz na myśli to, że wygoniłem tego psychopatę z domu?
- Czy ty jesteś poważny? Naprawdę możesz choć raz przestać patrzeć tylko na swoje zalety, których i tak jest bardzo mało?
- Nieważne! Przyszedłem tylko po książki i zmywam się z tego domu! – krzyknąłem ze złości i zapaliłem światło. Spojrzałem na dziewczynę. Miała całą czerwoną i opuchniętą twarz. Nadal ciekły jej łzy z oczu. Była już przebrana w luźną koszulkę, krótkie spodenki i ciepłe skarpetki. Włosy miała związane w mały koczek.
- Bierz te książki i wynoś się stąd!
Nic nie powiedziałem tylko podszedłem do biurka i zacząłem zbierać książki. Szybko się z tym uwinąłem i wyszedłem z pokoju. Byłem strasznie wkurzony, że jakaś laska z niższej ligi mnie poniża. Postanowiłem się jej odgryźć.

- Pfff, dziewice, wszystkie takie same! Wieczne choleryczki! – powiedziałem, ale dziewczyna rzuciła we mnie poduszką. – Co ty odwalasz?!
Jane stała z drugą poduszką w ręce i patrzała się na mnie zapuchniętymi oczami.
- Myślisz, że mnie tym obrazisz? Jestem z tego dumna, ze nią jestem! Nie tak jak te laski, które spisujesz w swoim notesie!!! – krzyknęła po czym rzuciła we mnie czymś jeszcze. Spojrzałem w miejsce gdzie owa rzecz leżała. Był to mój prywatny notes, którego szukałem przez ostatnie kilka dni.
- Jak mogłaś go wziąć?! Kim ty jesteś, żeby kraść mi moje prywatne rzeczy?!
- Wiesz, ja przynajmniej nie spisuje jakiegoś podręcznika Kamasutry, a teraz się stąd wynoś!
- Zniszczę Cię rozumiesz, no chyba, ze mi się oddasz! – powiedziałem i zbliżyłem się porozumiewawczo do szatynki.
- Jesteś pewien? Przed chwilą chyba odwiedziłeś Jessicę?
- Skąd to wiesz?
- No teraz już wiem. A i nie zapomnij jej wpisać do notesu!
Nie mogłem już wytrzymać, ta laska naprawdę mnie nakręca zwłaszcza po tym jak zobaczyłem co kryje pod koszulką.
- Ty!!! – krzyknąłem, wziąłem poduszkę z rąk dziewczyny i walnąłem ją mocno w lewe biodro. Dziewczyna wywróciła się na łóżko, ale ona też nie dała za wygraną i przywaliła mi jaśkiem w głowę. Położyłem jej poduszkę na głowie i udawałem, że ją duszę.
- Nie, zostaw! Zostaw! – krzyczała śmiejąc się.

Oczami Jane:
Ross przytrzymywał mi poduszkę na głowie, a ja powoli traciłam oddech. Na szczęście zdjął mi ja z głowy. Potem zrobił coś czego bym się nie spodziewała. Momentalnie wszedł na łóżko. Nagle znalazłam się pod nim. Jego twarz była coraz bliżej. Zbliżała się i zbliżała. Kiedy była już centymetr od mojej szybko go odepchnęłam. Ross spadł z łóżka.
- Hej co ty robisz? – zapytałam z oburzeniem.
-To chyba jasne! – powiedział blondyn, który znów zaczął się do mnie przybliżać. Objął mnie w biodrach i rzucił na łóżko. – Teraz jesteś moja!
Próbowałam jakoś wyjść z jego objęć, ale przychodziło mi to z trudnością, ponieważ ja byłam tylko słabą szatynką, a on umięśnionym napalonym facetem. Zaczęłam się szarpać, ale niewiele to dało. Damskie zapasy chyba nie były dla mnie stworzone.
- Ross! Zostaw mnie!
- Nie, teraz za bardzo, mnie podnieciłaś! – powiedział i zaczął się o mnie ocierać. Już po raz kolejny próbował mnie pocałować, ale ja szybko zakryłam sobie usta.
- No weź nawet pocałować się nie dasz? Co z tobą nie tak? Nie kręci Cie to? – powiedział po czym wstał z łóżka i ściągnął koszulkę. – Hmmm?
- Nie wystarczy mi kaloryfer, który wisi tam na ścianie. – powiedziałam z ironią i wskazałam na kaloryfer, który aktualnie przykrywał mój różowy ręcznik.
- No nie kłam! – mówił i zaczął prężyć swoje muskuły co mnie totalnie nie ruszało.
- Nie kłamię Rossy – powiedziałam. Po tych słowach nastolatek, przestał wypinać swoje ciało na różne strony i przyjrzał mi się wyraźnie. – Co? Powiedziałam coś nie tak? – zapytałam się, ponieważ wzrok nastolatka zaczął mnie przerażać.
- Możesz powtórzyć ostatnie słowo?
- Rossy?...
- Nie nazywaj mnie tak więcej!
- Czemu? Nie lubisz tego? Rossy, Rossy!
- Nie lubię tego, ale jeśli nie skończysz to…
- To co? Rossy, Ros… - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ nastolatek podszedł do mnie i znów chciał mnie pocałować. – AAA, odsuń się!
- Mówiłem, że nie warto mnie irytować!
- A nas warto? – spytał ktoś zza drzwi.

To byli moi rodzice, a ja siedziałam w pokoju, na łóżku, całując się z jakimś facetem bez koszulki. To mógł być szok dla moich rodziców, którzy myśleli, że zwykle po szkole idę grzecznie odrobić lekcje i spać.
- Rodzice? Wy tak wcześnie?
- Jakbyś nie wiedziała jest 23.00. Więc widzę, ze tak wyglądają te korepetycje dla chłopaka ze szkoły.
- Nie panie Casterwill…
- TY! Wyjdź z mojego domu w tej chwili! – wskazał na Ross’a – A ty moja droga idziesz prosto do łóżka i nigdzie nie wychodzisz, a już na pewno nie do tego chłopaka!
- Ale to nie fair!
- Nie fair jest to, ze nas oszukujesz moja droga!
- Ja was oszukuje? Jak wy nic o mnie nie wiecie! – powiedziałam i wyszłam z pokoju pociągając za sobą Ross’a.

Wyszliśmy z domu i szliśmy ciemną uliczką. Właściwie nie wiem czemu z nim szłam, ale teraz wszystko było lepsze od siedzenia w domu i kłócenia się z rodzicami.
- Niezłych masz rodziców. – powiedział Ross śmiejąc się sam do siebie i zakładając koszulkę.
- Przestań! Z resztą to twoja wina.
- Moja? To co ty z tym kolesiem się nie całujecie?
- Moi rodzice nic o nim nie wiedzą!
- Dlaczego?
- Słuchaj teraz nie mam siły tego mówić…
- No okej? To gdzie teraz zamierzasz się wybrać?
- Nie wiem, chyba pójdę na noc do JJ – powiedziałam i zadzwoniłam do dziewczyny, niestety nikt nie odbierał. – Nie odbiera! Kurde, nie chcę wracać do domu!
- To chodź do mnie! - zaproponował obojętnie blondyn - Nic Ci nie zrobię. Obiecuję! – powiedział Ross kładąc rękę na piersi. – W piątek rodzice zwykle wybywają, więc jestem sam z rodzeństwem. Spokojnie ono jest święte. Nie tak jak ja… - powiedział nastolatek rozmarzonym wzrokiem.

Pomyślałam sobie, że chyba nic złego się nie stanie. Wrócenie do domu byłoby chyba najgorszym pomysłem, więc lepiej nie ryzykować, a JJ nie odbiera, wiec co mi pozostało? Przy jego rodzeństwu chyba nic mi nie zrobi. Mam taką nadzieję. W sumie ten człowiek nie jest taki zły, kiedy musi udawać grzecznego. No właśnie nie jest taki zły tylko wtedy kiedy udaje. Szkoda, że tylko wtedy.

_________________________________________________________________________________

Jak myślicie co się stanie kiedy Jane zawita do rodzeństwa?

KOMENTUJCIE!!!


sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 8

Więc powiem jedno. Trudno się pisało, ale jakoś dałam radę! Coś dla fanów erotiko scen czyli moja krew ;)
Po raz pierwszy pisałam oczami Ross'a i tak erotiko scenę też po raz pierwszy. ZAPRASZAM!

Rozdział zawiera scenę 18+. Czytasz na własną odpowiedzialność.


Rozdział VIII
Nigdy nie pójdę na wstrzymanie!

- No więc, więc… - chciałam się odezwać, ale jakoś żadne inne słowo nie przechodziło mi przez gardło.

 Wstałam i uciekłam do pokoju.
Zatrzasnęłam drzwiami. Podeszłam do szafki by się przebrać. Ściągnęłam moją wygniecioną bluzkę. W tym momencie do pokoju wparował Ross.
- Mmm, no nieźle… - powiedział przygryzając wargę. Przestraszyłam się okropnie. Zwłaszcza tego, że Ross jest zawsze napalony niezależnie od sytuacji. Odwróciłam się do niego, żeby wygonić go z pokoju, ale to był bardzo poważny błąd, ponieważ teraz widział mnie z przodu.
- O cholera. Nie tylko nieźle, ale i wspaniale! – powiedział po czym do mnie podszedł. Złapał mnie w biodrach i zaczął patrzeć się w moje cycki. Delikatnie zaczął się o mnie ocierać próbując zdjąć moje spodenki.
- Przestań!
- Sorki, ale taki już jestem! Ale nadal nie wiem jaka jesteś ty!
- Zostaw mnie w spokoju. Widziałeś co przed chwilą się działo?
- Przepraszam, ale nie rozumiem czemu nosisz się jak chłopak, skoro masz się czym pochwalić. I to naprawdę dużym czym…
- Nie lubię swojej dziewczęcej natury!
- Ale ja ją lubię! Może dasz mi ją polubić głębiej?
- Wynoś się stąd! Zostaw mnie w spokoju.
- Ja zawsze dostają tego czego chcę! – powiedział i jeszcze bardziej szarpał moje spodenki.
- Zostaw!
- Dobra jak chcesz, ale w końcu i tak Cię dopadnę. Rargh! – powiedział po czym wyszedł z pokoju. Po chwili usłyszałam trzask zamykanych drzwi.

Oczami Ross’a
Co to za laska? Nie chce się nawet podotykać. Może ona jest jakąś lezbą? Kurde, takie cycki, a tu nic. Jeszcze kiedyś mi się odda. Ale teraz co ja mam zrobić? Jest piątek, ja już mam po korkach, a nie chcę mi się wracać do mojego świętego rodzeństwa. Jeszcze ta J… J… a w dupie z tym! Ta laska pobudziła moje zmysły. Muszę się gdzieś spuścić bo chyba oszaleję! Chwila…

Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do odpowiedniej osoby.
- Hej mała! Słuchaj zaraz wpadam! Przygotuj się! – powiedziałem po czym skierowałem się do domu blondynki.
Zadzwoniłem do drzwi. Jessica szybko je otworzyła. Podszedłem do blondynki i namiętnie ją pocałowałem.
- Hej mała! – powiedziałem – Rodzice w domu? – dodałem szeptem.
- Nie! Są na wyjeździe. Wracają jutro wieczorem.
- Idealnie. – wziąłem blondynką na ramiona. 

Ona oplotła swoje nogi w około mojego brzucha. Zacząłem ją całować po całym dekolcie. Na szczęście miała duże cycki, więc było na co popatrzeć. Udaliśmy się do jej sypialni. Rzuciłem ją na łóżko, po czym położyłem się na niej podpierając się nad przedramionach. Zacząłem całować ją z języczkiem. Dziewczyna na szczęście to odwzajemniała, bo język to ona miała dobry zwłaszcza do jednej rzeczy.

Szybko pozbyłem się jej bluzki i została w samym staniku. Zacząłem całować ją po jej małych koleżankach. Ahh, małych? Jakby były małe to nawet bym się z nią nie przyjaźnił. Nasza przyjaźń wyglądała właśnie tak. Czyli była to bardzo bliska przyjaźń. Delikatnie zacząłem masować ją po udzie, ale powoli już nie wytrzymywałem. Szybko pozbyłem się jej szortów razem z bielizną. Teraz ona była cała moja. Dotknąłem jej „prywatnej” części. Nadal mi nie odpowiadała, więc postanowiłem sprawić jej przyjemność. Ułożyłem się tak by i mnie i jej było wygodnie. Rozchyliłem jej nogi i zacząłem lizać. Dziewczyna jęknęła z podniecenia. Postanowiłem pomóc sobie palcami. Widziałem jej radość w oczach, która mnie wręcz podniecała. Szybko ściągnąłem z siebie koszulkę i spodnie. Zostałem w samych bokserkach.

- Teraz może ty mnie trochę pobudzisz. – powiedziałem i dziewczyna od razu wiedziała co miałem na myśli.
Wsunęła mi rękę pod bokserki i złapała czubek członka.
- Ohhh! – zawyłem z podniecenia, ponieważ zaczęła to dosyć szybko.
Jessica zaczęła jeździć ręką w górę i w dół. W końcu chyba dopięła swego, ponieważ ściągnęła mi bokserki, ale nie zdążyła się napatrzeć na swoje dzieło, ponieważ dość szybko wzięła je do buzi. Dziewczyna zaczęła ssać, lizać i wypluwać całą spermę.

- Dobra starczy, może czas przejść do rzeczy! – powiedziałem po czym wstałem, założyłem prezerwatywę i wróciłem do dziewczyny. Rozchyliłem jej nogi i szybko w nią wszedłem. Dziewczyna jęknęła z podniecenia. Zacząłem poruszać członkiem w jej ciele. Wchodziłem i wychodziłem w równym rytmie. Nagle dziewczyna krzyknęła na cały dom. Pewnie doszła. Ja też nagle poczułem, że osiągnąłem szczyt. Powoli wyszedłem z dziewczyny. Ściągnąłem zużytą gumę i wyrzuciłem ją śmietnika, po czym zacząłem się ubierać. Już chciałem pociągnąć za klamkę kiedy Jessica się o coś zapytała:

- Już idziesz?
- No jak widać?
- Ale dlaczego?
- Mam parę spraw do załatwienia.
- Ale…
- My już skończyliśmy! Było świetnie kochanie. – powiedziałem po czym podszedłem do dziewczyny i mocno ją pocałowałem.
- No dobra to widzimy się… - nie dokończyła, ponieważ już wyszedłem z jej domu.

Co ona sobie myśli? Żeby tylko nie pomyślała, ze jesteśmy jakąś parą. Jeden związek to dla mnie za mało. A to "kochanie", którym ją nazwałem? Tak, na pewno… mówiłem to tylko po to żebym jeszcze kiedyś mógł się tak z nią pozabawiać.
Chciałem udać się do domu, by coś zjeść, ale nagle sobie coś przypomniałem.

- Cholera, zostawiłem książki u tej zakonnicy! - J..J.. Jane tak myślę? Szybko się tak przelecę i wrócę do domu. Tylko gdzie ona mieszkała? A tak już wiem! No dobra no to lecimy. Mam nadzieje, że nie wywali mnie z domu. Trzeba mieć nadzieję.

_________________________________________________________________________________

No więc rozdział trochę ostry, ale dla fanów takich rzeczy ;)

Komentujcie!